Monika Przybylska-Zawisza

Wystarczająco dobry pracodawca

O tym co zapewnia pracodawca WYSTARCZAJĄCO DOBRY dla pracujących rodziców, czyli Family Management w pigułce

Idealny rodzic nie istnieje – jest człowiekiem, a więc popełnia błędy. Dlatego, aby zmniejszyć frustrację dążących do perfekcyjności rodziców, ukuto termin „wystarczająco dobry rodzic”. Zupełnie tak samo można podejść do pracodawców. Mimo licznych tytułów, jakie przedsiębiorstwa mogą zdobyć – „najlepszy pracodawca”, „top employer” itp. każdy wie, że zostanie idealnym pracodawcą i to jeszcze dla wszystkich jest po prostu niemożliwe. Organizacje to ludzie, a ludzie dokładnie tak jak rodzice mają ograniczone zasoby, są omylni i popełniają błędy.

Dlatego postanowiłyśmy w jednym miejscu zebrać działania i rozwiązania, jakie pracodawca może u siebie wdrożyć, aby pomóc pracującym rodzicom.  Praca potrafi być bardzo absorbująca i wymagająca. Jednakże dopiero zostanie rodzicem pozwala odczuć co znaczy wyrażenie „logistyka pracującego rodzica”. Na szczęście istnieje wiele rozwiązań i narzędzi, które pracodawcy mogą wykorzystać, tworząc miejsce pracy przyjazne rodzicom.
Można wdrożyć wszystko, a można tylko część – warto jednak starać się zostać wystarczająco dobrym pracodawcą.

Zacznijmy więc od początku.

Na początku jest bardzo przyjemnie…

Zazwyczaj w przypadku kobiet zostanie rodzicem poprzedzone jest okresem ciąży. Jeśli tylko zdrowie pozwala, większość kobiet chce kontynuować pracę i najczęściej pracuje prawie do „ostatnich dni”. Czym wyższe stanowisko kobieta piastuje, tym dłużej jest aktywna zawodowo.

Przy odpowiednim wsparciu ze strony pracodawcy okres ciąży może przebiegać zupełnie bezproblemowo. Na przykład miejsce do odpoczynku – w tej roli świetnie sprawdzają się  relax room’u. Kiedy kobieta czuje się gorzej, może skorzystać z elastycznego czas pracy oraz pracy z domu. Czasami ciężko jest wcześnie wstać lub zakładać sztywne, eleganckie stroje każdego dnia. Zazwyczaj praca z domu charakteryzuje się swobodnym strojem i możliwością pracy w pozycji pół-leżącej.

Część firm oferuje też miejsca parkingowe dla kobiet w ciąży, co jest bardzo pomocne szczególnie w ostatnim okresie, kiedy poruszanie się może sprawiać trudność.

Więcej na ten temat (klik)

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Każda kobieta w ciąży potrzebuje bezpieczeństwa. Jednym z warunków, które zapewnia je, to wiedza na temat zatrudnienia po powrocie do pracy po urodzeniu dziecka.  Działy HR oferują pomoc prawną i informację na temat wykorzystania urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. To przydatna wiedza, dzięki niej  można „oswoić” sobie przyszłość.  Część pracodawców uczy też swoich menadżerów w jaki sposób opracować ze swoją ciężarną pracownicą plan powrotu do pracy.  Dobry plan jest niezmiernie ważne zarówno dla kobiety,  jak i dla pracodawcy. Obie strony chcą wiedzieć, co ich czeka za 12 miesięcy i jak będzie wyglądać ponowne wdrożenie się do pracy.

Kiedy już nadejdzie TEN dzień

Pojawienie się małego dziecka to ogromne przeżycie dla jego rodziców. Towarzyszy temu ogromna radość i chęć dzielenia się nią ze wszystkimi. W końcu rodzicami zostajemy niewiele razy w życiu… Stad tak dużo w mediach społecznościowych zdjęć maluszków ze szpitalnych łóżeczek dla niemowlaków. Takie posty mają też największy zasięg – kto nie lubi oglądać tych „słodziaków” – przecież nie bez przyczyny mówimy małe jest piękne! Ogromną przyjemność sprawi rodzicom docenienie faktu pojawienia się małego potomka poprzez ofiarowanie wyprawki. Cześć pracodawców oferuje wsparcie finansowe, część wyprawkę składająca się z przedmiotów, które przydadzą się młodym rodzicom. My zawsze opowiadamy się za paczkami, które odpowiednio przygotowane (z sercem i zaangażowaniem) niosą ze sobą pozytywny przekaz emocjonalny. Poza tym pieniędzmi nigdy się nie chwalimy a rzeczami już zdecydowanie częściej.  Błędem jest ofiarowywanie wyprawki maluszka wyłącznie kobietom – dziecko jest jakby nie patrzeć obojga rodziców i cieszą się oni z tego faktu w takim samym stopniu. Dlaczego więc świeżo upieczony tata nie miałby otrzymać takiego wspaniałego prezentu?

Gdzie zniknęła kobieta?

Roczny urlop macierzyński (chyba, że zostanie podzielony z ojcem dziecka, co jest jednak bardzo mało prawdopodobne, gdyż na takie rozwiązanie decyduje się niecały 1% mężczyzn) to długi okres. Rzucona w wir wizyt u lekarza, spacerów z wózkiem i rozmów o najprostszych sprawach fizjologii i potrzeb dzieci świeżo upieczona matka zapomina prawie zupełnie o swoim miejscu pracy. Często wracające do pracy matki określają swój powrót jako „powrót z innej planety”. Tak jest, bo opieka nad dzieckiem charakteryzuje się zupełnie innymi warunkami pracy – jeśli można to tak ująć. Jeśli chcemy być pracodawcą z wyboru starajmy się nie dać o sobie zapomnieć. Zaprośmy na eventy rodzinne organizowane w firmie czy inne wydarzenia, w których może uczestniczyć matka z dzieckiem. Cześć firm organizuje dni otwarte dla dzieci, gdzie zaprasza swoje pracownice będące na urlopach macierzyńskich. To święta są okazją do odwiedzenia firmy, spotkania się ze swoimi dawnymi koleżankami i kolegami z pracy i pokazanie swojego skarbu. Przy okazji taki maluch może się pobawić i poznać swoich pierwszych „kolegów” z pracy. Takie programy często nazywane są „pozostańmy w kontakcie” i służą zarówno matce jak i pracodawcy.

W końcu przychodzi TEN dzień #2 – czyli powrót do pracy

Dzień powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim nie jest już tak wesoły, jak dzień narodzin dziecka. Kobietom towarzyszą obawy w jaki sposób poradzą sobie z łączeniem obowiązków zawodowych z rodzinnymi. Trzeba wrócić do roli profesjonalnej, pewnej siebie kobiety i jednocześnie być matką będącą na każde zawołanie swojego dziecka. Moment powrotu jest bardzo stresujący – z pomocą przychodzą różne rozwiązania. Programy parentingowe, sesje coachingowe i normalne wspierające rozmowy z innymi pracującymi zawodowo matkami. Można sobie na spokojnie wszystko poukładać. I wcale nie trzeba być, jak mówiła Margaret Thatcher, „jednym dużym wyrzutem sumienia”. Wspierając się i pracując nad swoimi przekonaniami i „codzienną logistyką” można osiągnąć równowagę. Znowu z pomocą przychodzi elastyczny czas pracy, możliwość pracy z domu i wspierający szef czy szefowa, którzy pomogą kobiecie dostrzec  wartość w byciu pracująca zawodowo matką. I jak wspomnieliśmy wyżej pomocne jest przypominane sobie, że idealny rodzic nie istnieje, tak samo jak idealny pracodawca i też idealny pracownik. Szczególnie kobiety mają problem z odpuszczaniem sobie i dopuszczeniem myśli, że nie trzeba być zawsze i wszędzie idealną.

Ale te wakacje się długie….

Nie ma nic bardziej błędnego niż myślenie, że jak nasze dziecko pójdzie do szkoły, to  logistyka będzie prostsza. Duże trudności zaczynają się, kiedy dziecko rozpoczyna naukę w szkole.  Okres przedszkola oprócz częstych chorób przez które zazwyczaj przechodzi każde dziecko, charakteryzuje się dość wygodnymi dla rodzica warunkami. Dzieci zostają w przedszkolu do minimum 16-stej, co początkowo może wydawać się wczesną godziną, bo przecież pracujemy do 17:00. Przy elastycznym czasie pracy tę problem da się rozwiązać. Przedszkola pracują w zasadzie cały rok. Jeśli oswoimy się z myślą posyłania dziecka do innych przedszkoli na dyżury wakacyjne, jesteśmy w stanie przetrwać cały rok bez większych komplikacji.  W szkole natomiast  lekcje trwają do 12-13:00, jest zmianowość, świetlice są przeładowane a w ferie zimowe i wakacje szkoła jest zamknięta. Pracujący rodzice mając 26 dni urlopu muszą dobrze się nagimnastykować, aby zapewnić opiekę swoim dzieciom. Pracodawcy często przychodzą im z pomocą,  organizując w okresie ferii zimowych i wakacji letnich turnusy półkolonii. Turnusy te finansowane z ZFŚS cieszą się ogromną popularnością wśród pracowników. Dzieci przeżywają przygody i świetnie się bawią a rodzic spokojnie pracuje.   Nawiązują bliższe znajomości i zdobywają wiedzę o firmie. Są dumne, że mogą zobaczyć  mamę/tatę w pracy i często chwalą się tym wśród swoich rówieśników.

Z takich turnusów korzystają również przedszkolaki, bo kto by  nie chciał przyjść do pracy swojej mamy czy taty!

Imprezy już nie wieczorne, ale rodzinne

Pracujących rodziców od ich bezdzietnych kolegów odróżnia to, że diametralnie kurczy się im czas wolny dla siebie. Po pracy zamiast iść na spotkanie, meet-up, sesję networkingową biegną do domu, aby spędzić czas ze swoją rodziną. Imprezy wieczorne, wyjazdy integracyjne już są mniej atrakcyjne. Choć integracja pracowników jest niezmiernie ważna i nie można jej odpuścić, warto wprowadzić do swojego firmowego kalendarza wydarzenia dla całych rodzin. Mogą to być pikniki lub mikołajki, dzień ziemniaka czy spotkania z innych okazji. Ważne, że można się na nich pokazać ze swoją rodziną i swobodnie zintegrować i porozmawiać z innymi. Dzieci czekają na takie wydarzenia cały rok i bardzo je lubią, a pracujący rodzice mogą bez wyrzutów sumienia integrować się z innymi pracownikami.

Co więc wybrać?

Wachlarz rozwiązań jest duży i w zależności od struktury zatrudnienia warto wybrać te, które w maksymalnym stopniu wesprą naszych pracowników. Część z nich nie wymaga wcale dużych nakładów finansowych, tylko przemyślanego zaprojektowanego procesu i szkoleń dla menadżerów liniowych. W wypracowaniu programów dla rodziców pomocni mogą być sami pracownicy – oni sami wiedzą dobrze, co może ułatwić im łączenie pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi i chętnie zaangażują się i pomogą.

Strajk – i co teraz?

Nadchodzi strajk nauczycieli. Temat wydawać by się mogło niedotyczący pracodawców innych niż dyrektorzy szkół, ale czy na pewno…?

Nauczycieli traktujemy często jak oczywistość, nieodłączny element szkół, do których chodzą nasze dzieci. Nauczyciel to zawód, który nie zginie – podobnie jak potrzeba edukacji. Zawsze znajdzie się zarówno ten z powołaniem do przekazywania wiedzy, jak i ten, który jej potrzebuje. Jak to często bywa z rzeczami oczywistymi tak i w tym przypadku, chcemy lepiej i więcej chociaż nie zwracamy uwagi na czynniki, które nas otaczają. Podobnie jak czasy w których żyjemy tak i nasze społeczeństwo się zmienia. Dzieci nie zawsze są grzeczniejsze, przyswajanie wiedzy nie idzie tak gładko jak lata temu. Często nowe technologie zamiast pomagać w procesie edukacji skutecznie w niej przeszkadza. W efekcie praca nauczyciela pomimo wielu korzyści jakie z niej płyną staje się uciążliwa.

Polscy nauczyciele postanowili w tym temacie zawalczyć o swoje. Postawili jasne wymagania, które według nich poprawiłyby ich satysfakcję pracy. Nie doczekali się jednak pozytywnego odzewu co do ich postulatów, tak więc poszli o krok dalej.

8 kwietnia 2019 roku rozpoczną oni strajk, który jest ich odpowiedzią na zbyt małe wynagrodzenia za ogrom pracy, jaki wkładają w codzienną edukację młodego pokolenia. Jak wynika z najnowszych informacji, przyłączy się do niego ok 85 – 90% polskiego ciała pedagogicznego.

Opinie co do tych działań są podzielone: jedni uważają to za krok w stronę dobrej zmiany, drudzy – za marnotrawstwo czasu „bo przecież i tak nic się nie zmieni”. Jak jest naprawdę? To zależy od punktu widzenia. Inaczej na sytuację spojrzy walczący o swoje nauczyciel, inaczej nasze władze, a jeszcze inaczej rodzic dziecka, które na nieokreśloną ilość dni pozbawione zostanie dostępu do edukacji – i często opieki podczas jego nieobecności w domu.

Co więc ma zrobić z dzieckiem rodzic pracujący?

Strajk to sytuacja trudna nie tylko dla rządu i osób biorących w nich udział, ale też dla młodszej części naszego społeczeństwa, które bardzo często pozostawione zostaje same sobie. Co, gdy rodzic pracuje na pełen etat i nie jest w stanie wziąć wolnego, podrzucenie dzieci do dziadków nie wchodzi w grę, a szkoła nie jest w stanie zorganizować opieki dla uczniów? Nie każdy ma możliwość wynajęcia opiekunki. Zostawić je same w domu? Nawet jeśli jest ono starsze, często boimy się to zrobić, bo „przecież nigdy nic nie wiadomo”. Czy możemy wyobrazić sobie ile dzieci podczas strajku pozostanie bez opieki?
Dla rodzica to sytuacja patowa: praca czy dziecko? Zająć się nim czy zarabiać na jego utrzymanie? Przy wyborze pierwszej opcji – ile maksymalnie dni roboczych jestem w stanie poświęcić i na ile może pozwolić mi szef? Problem bez wyjścia? Niekoniecznie.

W takiej sytuacji często na pomoc przychodzą pracodawcy

Ostatnimi czasy częstą praktyką stosowaną przez pracodawców jest wynajmowanie firmy zewnętrznej, która w czasie m.in. takich właśnie sytuacji w interesujący i aktywny sposób organizuje dzieciom czas. Dziecko zamiast spędzać go przed telewizorem lub komputerem bądź zwyczajnie nie robiąc nic bierze udział w zajęciach dostosowanych do jego wieku. Poprzez różnego rodzaju aktywności poznaje miasto w którym mieszka, rozwija swoją kreatywność, gra w gry uczące szybkiego myślenia i reagowania.

Na jakich zasadach to działa? Rodzic przyprowadza dziecko ze sobą do pracy, gdzie przejmują je animatorki. Przez cały dzień trwa zabawa połączona z nauką, a po pracy wraca ono z mamą lub tatą do domu.
Firmy takie zapewniają opiekę, atrakcje, wyżywienie i ubezpieczenie. Dziecko szczęśliwe, bo miało co robić i poznało wiele ciekawych miejsc i osób. Rodzic – bo nie musiał zastanawiać się jak zorganizować sobie życie, by żaden jego aspekt nie ucierpiał.

Równowaga praca-życie

Jako, że świadomość pracodawców co do zadowolenia pracowników z roku na rok się zwiększa, co raz to więcej firm korzysta z tego typu rozwiązań. Zachowanie równowagi praca–życie staje się elementem nieodłącznym każdej większej korporacji – i nie tylko!  A działanie takie jak dni otwarte, półkolonie dla dzieci pracowników bądź doraźna pomoc w opiece nad nimi idealnie się w tę zasadę wpisują. Szczęśliwy pracownik to dobry pracownik, a często niewiele potrzeba by osiągnąć ten stan.
Brawa dla tych, którzy myślą o swoich podwładnych – w końcu jaka podstawa firmy, takie osiąga ona wyniki.

Dobro innych nie jest mi obojętne – o Vital Voices

Rozmowa z Karoliną Andrian, przedsiębiorczynią, pierwszą Polką uczestniczącą w amerykańskim programie rozwojowym dla kobiet Vital Voices Grow Fellowship o potrzebie edukacji, tolerancji, sile różnorodności a także dlaczego warto angażować się w działania, które pomagają innym i zmieniają świat na lepsze.

(artykuł ukazał się w wydaniu czasopisma „Personel i Zarządzanie” październik 2018, wywiad przeprowadziła Anna Włudarczyk)

 

Jest Pani pierwszą Polką, która zakwalifikowała się do amerykańskiego programu Vital Voices Grow Fellowship. Na czym polega ten program i do kogo jest skierowany?

Tak, jestem pierwszą Polką w programie Vital Voices Grow Fellowship. Nie jest on jeszcze zbyt popularny w naszym kraju, a informację o nim, zupełnie przypadkowo  znalazłam na Facebook’owym profilu Vital Voices. Poszukiwałam dla siebie programu rozwojowego, który połączyłby dwa obszary: mojego rozwoju osobistego oraz rozwoju mojego biznesu.  To było dla mnie priorytetowe, aby edukacja przynosiła korzyści zarówno mnie osobiście, jak i mojej firmie. Jestem pracującą matką trójki dzieci i trudno mi wygospodarować ekstra czas na rozwój personalny, dlatego uznałam, że czas, kiedy nie będzie mnie w domu, powinien przynosić korzyści i mnie i mojej firmie. Przyznam, że moje poszukiwania trwały dość długo a program Vital Voices Grow Fellowship (VV Grow)  idealnie odpowiadał na moje potrzeby.

 

Skąd pomysł na aplikowanie do akurat tego programu? Czy nie znalazła Pani podobnych programów w Polsce?

Swoje poszukiwania rozpoczęłam od naszego rynku, między innymi w polskim oddziale Vital Voices – niestety nie znalazłam niczego, co by odpowiadało moim potrzebom. Na naszym rynku jest bardzo dużo programów dla kobiet pracujących w korporacjach, jest wiele organizacji – formalnych i nieformalnych, które wspierają kobiety w dużych organizacjach, propozycji dla kobiet z małych i średnich firm jest zdecydowanie mniej. W VV Grow wyraźnie widać jasno sprecyzowany cel programu. Mogą aplikować do niego kobiety, które prowadzą firmy oraz angażują się społecznie na rzecz innych – dobro innych ludzi nie jest im obojętne i w swoich działaniach dążą do konkretnych zmian. Pomyślałam, że to propozycja dla mnie. Prowadzę firmę Femmeritum, która wspiera pracodawców w projektowaniu i wdrażaniu projektów łączenia życia zawodowego z życiem prywatnym. Możliwość połączenia tych światów to moje spiritus movens. Angażuję się także w działania wspierające edukację dzieci – założyłam fundację STEFANKA, która działa od ośmiu lat w państwowej szkole podstawowej na Saskiej Kępie w Warszawie. Jej celem jest uzupełnienie edukacji, jaką dzieci otrzymują w ramach zajęć podstawowych.

Samo prowadzenie firmy i zarabianie pieniędzy nie są jednak dla mnie wystarczające.  Chcę angażować się w działania, które pomagają innym, zmieniają ich światopogląd, zmieniają świat na lepsze. I wcale nie muszą to być spektakularne zmiany. Wierzę, że małymi kroczkami da się zmieniać naszą rzeczywistość. Dlatego, kiedy przeczytałam opis programu VV Grow poczułam, że dokładnie tego szukam, że myślę w podobny sposób, że tak widzę swoje miejsce w świecie. I zgłosiłam się. Na szczęście uczestnictwo w programie było całkowicie bezpłatne, wszystkie koszty pokryte zostały przez Vital Voices. Miało to dla mnie kolosalne znaczenie, bo jako mały przedsiębiorca nie dysponuję dużym budżetem szkoleniowym.

 

Wiem, że program jeszcze trwa – jakie korzyści widzi Pani dla siebie i swojej firmy już teraz?

Program trwa rok. To intensywna praca bazująca na webinariach i bibliotece wiedzy Harward Manage Mentor, gdzie przechodzimy szereg szkoleń. W trakcie trwania programu prowadzę indywidualne rozmowy z trenerami planowania rozwoju, finansów, networkingu, marketingu, zarządzania. Dużo pracuję samodzielnie – zadania, które mam do wykonania są ściśle powiązane z moim biznesem i celami, jakie wyznaczyłam sobie do osiągnięcia w ramach programu.  W przygotowaniu tych prac uczestniczy cały zespół z firmy – wspólnie planujemy rozwój i strategię. Staram się wszystko, czego się uczę, przekazywać moim pracownikom.

Jednym z elementów programu jest pięciodniowe spotkanie wszystkich uczestników i trenerów VV Grow. W tym roku był to Dublin w Irlandii. Podczas tego pobytu mnóstwo czasu spędzaliśmy na wspólnych sesjach i warsztatach i pracowaliśmy nad swoimi projektami biznesowymi. Miałam okazję poznać kilkadziesiąt kobiet z całego świata, które tak jak ja,  prowadzą własny biznes. To było wyjątkowe i bardzo silne doświadczenie. Każda z tych kobiet zrobiła na mnie ogromne wrażenie – zarówno ich osobowości, jak i to, co robią zainspirowały mnie i dodały odwagi do dalszego działania. Poznałam też przedstawicieli Vital Voices z USA odpowiedzialnych za ten program.

 

Co było dla Pani największym zaskoczeniem i największą wartością z uczestnictwa w programie?

Największym zaskoczeniem było wspomniane spotkanie wszystkich uczestniczek w Dublinie. W Polsce nie mam możliwości poznania tylu osób z innych krajów. Możliwość skorzystania z tak różnorodnych, międzynarodowych doświadczeń była dla mnie bardzo ciekawa i inspirująca. Nie sądziłam, że aż tak wiele mogę wynieść dla siebie z doświadczeń kobiet mieszkających w Afryce czy w Azji. A jednak korzyści z rozmowy w tak różnorodnym gronie są nie do przecenienia.

Ze wszystkimi osobami mam cały czas kontakt – wspieramy się i pomagamy sobie wzajemnie w realizacji celów biznesowych, założonych do realizacji w programie. Vital Voices cały czas monitoruje ich realizację.  Pozytywnie zaskoczył mnie poziom wsparcia i wiary w uczestniczki programu ze strony trenerów. Chyba nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką wiarą w drugiego człowieka – wiarą w jego możliwości, ale też akceptacją jego ułomności i ograniczeń. Otrzymuję przyzwolenie do indywidualnego tempa rozwoju i odkrywania swojej drogi. To jest dla mnie bardzo mobilizujące.

 

Wspomina Pani o korzyściach płynących z różnorodności. Jak Pani zdaniem wygląda ta kwestia w polskich firmach?

Myślę, że Polska jest bardzo jednorodnym krajem i ciągle jeszcze mamy mało okazji do współpracy w zróżnicowanych zespołach – dotyczy to nie tylko narodowości, ale też wieku, niepełnosprawności, poglądów. Wydaje mi się, że mamy przed sobą długą drogę.  Wyraźnie poczułam to podczas spotkania w Dublinie. Mimo, że uważałam siebie za osobę bardzo tolerancyjną i otwartą odkryłam, jak wiele stereotypowych myśli i przekonań mam w swojej głowie. Jestem mamą niepełnosprawnego dziecka i wiem, co to znaczy czuć się wykluczonym czy innym. Jednak mimo tych osobistych doświadczeń dopiero w Dublinie odkryłam znaczenie słowa tolerancja i jak wiele dobrego tolerancja może wnieść do naszego życia i pracy. Polacy nie mają zbyt dużo doświadczeń w tym obszarze, choć ostatnio to się zmienia.

W trakcie programu dużo czasu poświęca się właśnie różnorodności i temu, jak dużo można skorzystać, kiedy czerpie się wiedzę i doświadczenie z różnych źródeł. Umiejętność uczenia się od innych, łączenia różnych faktów, przetwarzania ich i ulepszania jest moim zdaniem kluczową umiejętnością przyszłości. Dostrzeganie nauki, która płynie dla nas z doświadczeń  innych osób, pozornie zupełnie nie związanych z naszym obszarem działania, może prowadzić do niesamowitych odkryć. Możliwości i potencjał można znaleźć wszędzie, tylko nie każdy umie to dostrzec i zrobić z tego użytek.

 

Idea łączenia działalności biznesowej  z czynieniem dobra dla ludzi i świata – myśli Pani, że ten trend ma szansę zagościć na dobre w polskich firmach?

Mam nadzieję, że tak. Coraz więcej mówi się o tym, że ludzie potrzebują czuć sens wykonywanej pracy – a właśnie łączenie biznesu z konkretnymi działaniami na rzecz lokalnej społeczności czy otoczenia, ten sens może dać. Dla mnie ma to ogromne znaczenie – chcę aby moja praca przekłada się nie tylko na wynik finansowy firmy, ale wnosiła do życia coś więcej. Bardzo dużo się teraz mówi o tak zwanym social impact – społecznym wpływie, jaki biznes może mieć i ma na otaczającą rzeczywistość. Myślę, że jesteśmy dopiero na początku drogi i ta świadomość dbania o wspólne dobro, będzie stawała się coraz bardziej istotna. Duże organizacje widzą, że konsumenci coraz większą wagę przywiązują do tego, co prócz produktu czy usługi kojarzy się z marką. Wraz ze zwiększaniem się zamożności ludzi cena traci na znaczeniu, a zyskuje to, jaki ślad dana organizacja pozostawia po sobie na świecie.

 

Powiedziała Pani , że częścią tego programu jest dzielenie się zdobytą wiedzą i doświadczeniem  z innymi. Jak realizują tę ideę absolwentki programu i jak Pani planuje to zrealizować?

Mam wrażenie, że uczestniczkami tego programu celowo zostają osoby, które są liderami lokalnych społeczności, które dzielą się wiedzą i zachęcają innych do działania. Dzielisz się swoim doświadczeniem i wiedzą – na jednym nie zrobi to wrażenia, ale innego zainspirujesz do zmiany. I o to właśnie chodzi.

Wśród uczestniczek programu znalazła się pochodząca z Mongolii Khulan Davaadorj – założycielka marki kosmetycznej Lhamour. Jej firma eksportuje produkty do wielu krajów. Oprócz swojej działalności biznesowej Khulan zachęca i wspiera inne kobiety do zakładania firm. Jej przykład stał się inspiracją do tego, że w Mongolii – kraju, który utrzymuje się głównie z przemysłu wydobywczego – rząd zaczął dostrzegać potencjał w małych i średnich przedsiębiorstwach, które też mają szanse stać się istotną gałęzią gospodarki. Przed Khulan Davaadorj w języku mongolskim nie było nawet słowa przedsiębiorca.

 

Czego kobiety z Vital Voices Grow mogą się nauczyć od Polek, czego my możemy się nauczyć od kobiet z innego świata?

Wbrew pozorom wszystkie kobiety, niezależnie skąd pochodzą, są do siebie podobne i borykają się z podobnymi problemami: łączeniem obowiązków rodzinnych z zawodowymi, relacjami z partnerem, organizacją czasu pracy, przeciążeniem pracą, wiarą we własne możliwości. Uczestniczki programu miały okazję opowiedzieć o tym, jak sobie z tym radzą.  Okazało się, że każda z kobiet, która osiągnęła sukces, mogła liczyć na wsparcie swojego partnera. Myślę, że partnerstwo w związku jest bardzo istotne, jeśli mówimy o sukcesie zawodowym kobiet.

 

Dlaczego warto aplikować do takich i podobnych programów?

Gorąco zachęcam każdą kobietę przedsiębiorczynię do aplikowania. Nie da się przecenić tego, co można zyskać – kontakty, wiedza i najważniejsze: możliwość wymiany doświadczeń z podobnymi sobie kobietami. Potęga wsparcia oraz inspiracji do działania grupy jest fantastyczna. A dla kobiet myślących o exporcie swoich produktów czy usług, to szczególna okazja do zdobycia wiedzy i konsultacji na temat najróżniejszych krajów. W trakcie programu nawiązujemy przyjaźnie oraz tworzymy inicjatywy i projekty międzynarodowe. Bardzo zachęcam do spróbowania swoich sił i aplikowania. Jestem najlepszym przykładem tego, że nie trzeba być kobietą odnoszącą spektakularne sukcesy w biznesie, aby dostać się do programu. Rywalizacja jest duża, bo na jedno miejsce przypada blisko 20 osób, ale próbować warto.

 

Jakie ma Pani plany na przyszłość?

Oczywiście chcę zrealizować moje cele biznesowe, które założyłam sobie na początku programu VV Grow. Z pewnością będę kontynuowała działania na rzecz kobiet i równouprawnienia – to temat niezwykle mi bliski i wierzę, że kobiety i mężczyźni mogą na tym wiele zyskać. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje działalność społeczna – chciałabym ją promować i zachęcać innych do angażowania się w różne dla ludzi sprawy. Po powrocie z Dublina uruchomiłam akcję #DziałamSpołecznie, która zachęca i promuje osoby angażujące się społecznie. Potrzebujemy takich ludzi. Tą akcją chcę pokazać, że jest nas – tak zwanych społeczników – bardzo duża grupa, a działalność społeczna jest czymś wyróżniającym i nobilitującym każdego człowieka.

 

Vital Voices Grow Fellowship to roczny program wspierania rozwoju kobiet przedsiębiorczyń (małe i średnie przedsiębiorstwa) realizowany przez Vital Voices organizację założoną przez ówczesną Pierwszą Damę  Hillary Clinton. Celem programu jest rozwój przywództwa kobiet i ich biznesów, co pociąga za sobą wzrost zatrudnienia, rozwój gospodarczy oraz społecznie zmiany. W trakcie programu poprzez szereg seminariów i szkoleń on-line, coachingu oraz warsztatów grupowych uczestniczki rozwijają swoje umiejętności zarządcze i przywódcze. Uczą się jak efektywnie zarządzać swoim przedsiębiorstwem, inspirować innych i działać społecznie. Nabór do programu odbywa się w sierpniu każdego roku. Więcej informacji na www.vitalvoices.org/vvgrow.

Polski oddział Vital Voices realizuje szereg rozwojowych programów monitoringowych dla kobiet, więcej informacji na  www.vitalvoices.pl

Kid’s Time 2019 – FOTORELACJA

Właśnie dobiega końca 10 edycja Kid’s Time w Kielcach, na której i nas nie mogło w tym roku zabraknąć. Jak co roku szukamy inspiracji i nowych kontaktów, to także okazja do rozmowy z naszymi stałymi dostawcami, często jedyna w roku, gdy spotykamy się twarzą w twarz. W tym roku dodatkowo zwracałyśmy uwagę na firmy, z którymi mogłybyśmy nawiązać współpracę przy wyposażaniu Family Center.

Iście królewskie przywitanie na jednym ze stoisk wystawców

Te targi to niesamowite wydarzenie. Dorosły człowiek czuje się nagle jak dziecko w Disneylandzie, nawet taki który sam dzieci nie ma (na szczęście na targach nie robi się zakupów, bo te z nas, które dzieci mają mogłyby się nie wypłacić ;)). Sama część z zabawkami zajmuje 2 czy 3 ogromne hale, a do tego dochodzi ponad drugie tyle akcesoriów, wózków, ubranek czy mebli. Wspaniale patrzeć szczególnie na rodzime marki, produkujące i szyjące w Polsce z polskich materiałów – a tych widać coraz więcej.

Piękne stoiska naszych dostawców wyprawki – polskie marki Makaszka i Pink No More

ZABAWKA TARGÓW

Jak co roku bawiłyśmy się w wybór naszej prywatnej „zabawki targów”. Łatwo nie było, musiałyśmy przyjąć dodatkowe kryterium, wybrałyśmy więc zabawkę od naszego nowego potencjalnego dostawcy – pluszaka Fur Balls, który urzekł nas nie tyle swoim wyglądem (chociaż jest słodki), ale głównie – ideą. Kupujemy więc „brzydala” – skołtunione nie-wiadomo-co. Takiego jegomościa musimy w domu wykąpać, wyczesać i wysuszyć by ukazało się nam jego prawdziwe oblicze. Wspaniała idea. I pluszak słodziak. Czuję, że będzie hitem prezentów w tym roku :).

CO JEST W MODZIE?

Już od jakiegoś czasu obserwujemy wzrost popularności zabawek drewnianych, edukacyjnych i na targach też można było to zaobserwować. Znalazłyśmy kilka naprawdę ciekawych pomysłów do naszych przyszłych Family Center. Zwracałyśmy też uwagę na produkty, które wpasowałyby się do naszego Kącika Malucha i strefy Bobasa. Zarówno zabawki, klocki, jak i mebelki czy akcesoria do namiotu rodzica z maluszkiem. Wróciłyśmy zainspirowane, z torbą pełną nowych kontaktów i dobrym nastawieniem na kolejny sezon.

 

Family Center – dlaczego go potrzebujesz

Wizyta u lekarza o 13? Ważne spotkanie o 16:30? Rekolekcje w szkole? Niania nawaliła? Są dni, gdy szkoła czy przedszkole jest nam nie po drodze lub nie możemy do niej dojechać. Są jednak takie sytuacje, gdy do pracy trzeba przyjść i tak. A każdy rodzic wie, że praca z dzieckiem „pod biurkiem” do najłatwiejszych nie należy. No i nie każdy pracodawca czy współpracownik patrzy przychylnym okiem na mały huragan, w który wcześniej czy później zmieni się dziecko, znudzone rysowaniem przy rodzicielskim biurku.

W odpowiedzi na ten problem na całym świecie pojawiać zaczęły się tzw. Family Center. To punkty doraźnej, dziennej opieki nad dziećmi. Zlokalizowane w centrach biznesowych, w dużych biurowcach skupiających wiele firm. Są ciekawym rozwiązaniem alternatywnym dla przedszkola firmowego, na które nie zawsze jest przestrzeń czy zapotrzebowanie.

ZALETY FAMILY CENTER

Przede wszystkim – taki punkt opieki doraźnej to rozwiązanie dla każdego właściwie pracownika posiadającego dziecko w wieku powyżej 2 roku życia. Nieważne czy to przedszkolak czy nastolatek, dla każdego znajdzie się przestrzeń, w której bezpiecznie i w ciekawy sposób spędzi czas oczekiwania na rodzica.

Dostępność „od ręki” to kolejne element ważny dla pracownika  – dzięki dedykowanemu panelowi online każdy rodzic może zapisać dziecko do Centrum na wybrany dzień nawet w środku nocy, gdy okaże się że niania się właśnie rozchorowała albo wypadło mu ważne spotkanie.

Dalej – niskie koszty. Firma ponosi wyłącznie koszty abonamentu, a w nim określonej ilości godzin, z których skorzystać będą mogli w danym miesiącu pracownicy. Nie ma potrzeby dużej inwestycji, z jaką wiąże się chociażby firmowe przedszkole. Dzięki formule otwartej – w centrach biznesowych z abonamentów korzystać może kilka firm. Mamy możliwość rozłożenia kosztów, a finalny koszt dla jednego pracodawcy nie jest wysoki.

Nie można też zapomnieć o aspekcie wizerunkowym. Firma, która udostępnia taką metodę doraźnej opieki nad dziećmi staje się dla potencjalnych pracowników atrakcyjnym miejscem pracy. Dodatkowo pracodawca też zyskuje – mniejszą absencję, większe zaangażowanie pracowników.

KTO TO ROBI?

Takie Family Center otworzyła między innymi w ostatnim czasie firma Philip Morris International w Monachium. Firma umożliwia swoim pracownikom korzystanie z Family Office w sytuacjach, w których nie mają opieki nad dzieckiem. Gdy muszą wykonać pracę na dany dzień, a z jakiegoś powodu nie mogą lub nie chcą skorzystać z opcji pracy z domu. O podobnym rozwiązaniu, które wprowadziło Dentsu Aegis pisałyśmy już tutaj.

 

GDZIE NASZE FAMILY CENTER?

Zainteresowanie tym tematem jest na polskim rynku coraz większe. I tutaj pojawiamy się my.  Wychodząc mu naprzeciw zamierzamy w najbliższym czasie otworzyć Family Center w największych centrach biznesowych w Warszawie. Chcesz mieć takie miejsce w swoim budynku? Odezwij się do nas!

Prezenty… IDEALNE

Są takie okresy w roku, gdy w głowach większości z nas przewija się jedno słowo – prezenty. W okresach świątecznych w sklepach i galeriach handlowych roi się wprost od czekoladowych figurek i paczek wypełnionych słodyczami. Czy to Boże Narodzenie czy Dzień Dziecka, czekolada jest „na topie”. Jednak już od pewnego czasu zarówno dietetycy, jak i blogerzy czy influencerzy głośną trąbią o szkodliwości nadmiaru cukru w diecie dzieci. Szokujące było dla mnie szczególnie zestawienie jednej z blogerek pokazujące zawartość cukru w paczce świątecznej dla dziecka, którą otrzymał od pracodawcy jeden z czytelników. Ponad 2 kilo cukru w jednym pudle, a dzieci, jak dobrze wiemy, potrafią „rozpracować” taką paczkę w kilka dni.

Co w takim razie ZAMIAST?

Na szczęście (i zdrowie ;)) nasze i naszych dzieci od kilku już lat widać wśród pracodawców trend odchodzenia od paczek pełnych cukierków na rzecz innego rodzaju świątecznych prezentów. Oczywiście można wręczyć każdemu pracownikowi bon podarunkowy. Jednak z badań i publikacji już od dłuższego czasu wynika, że benefity pozapłacowe są dla pracowników zdecydowanie bardziej atrakcyjne, a przy okazji takie np. paczki świąteczne można wykorzystać jako narzędzie PRowe. Poza tym rozdawane podczas np. rodzinnej imprezy mikołajkowej wzbudzają w dzieciach i rodzicach zdecydowanie więcej emocji.

Tu jednak pojawia się problem, jak wybrać idealne prezenty, które faktycznie ucieszą dzieci? Rozdawanie pluszaków aka zbieraczy kurzu też nie należy do najlepszych pomysłów, co zatem wybrać, żeby pasowało i dla maluchów, i nastolatka? Opcji jest kilka, wszystko zależy od wielkości organizacji i budżetu. Ważne, aby maksymalnie jak to możliwe dopasować prezenty do grup wiekowych czy każdego dziecka.

Gotowe rozwiązanie na wyciągnięcie ręki

My już od kilku lat proponujemy naszym klientom dedykowane aplikacje, w których każdy pracownik sam wybiera konkretny prezent dla swojego dziecka, który następnie zostaje wysyłany dziecku do domu lub wręczony podczas imprezy rodzinnej czy na firmowym kiermaszu.

Co więcej, paczki mogą być nie tylko mikołajkowe. Może to być prezent na Dzień Dziecka, może być wyprawka dla noworodka (o której pisałyśmy już tu i tu). Dalej może to w końcu być wyprawka dla pierwszoklasisty. Zasadniczo cele są te same: po pierwsze ucieszyć dziecko. Po drugie, co może nawet ważniejsze z perspektywy pracodawcy i pracownika – odciążyć budżet pracowników w trudniejszych okresach w roku, gdy wydatki się nie kończą. O tym jak finansować takie paczki i jakie koszty ponosi zarówno pracodawca, jak i pracownik chętnie opowiemy zainteresowanym. A może chcecie o tym przeczytać?

 

 

Work-life balance na świecie

Piszemy często o work-life balance i sposobach jego implementowania w firmie. Warto  przyjrzeć się więc temu zjawisku na świecie. Okazuje się, że OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) już się tym zajęło  i przygotowało raport na ten temat, szeregując państwa w których WLB funkcjonuje najlepiej.

ALE JAK ZMIERZYĆ WORK-LIFE BALANCE?

Dla każdego człowieka oznacza on coś innego, trudno więc przyjąć obiektywny wskaźnik, którym można by go zmierzyć na Świecie. OECD przyjęło zatem najbardziej obiektywny z możliwych wskaźnik –  liczbę godzin. I tak wzięto pod uwagę procent pracowników spędzających w pracy „długie godziny” (rozumiane jako 50- i więcej godzinny tydzień  pracy), a także czas poświęcany każdego dnia na „odpoczynek” – w tym hobby, czas na sen i jedzenie, a także po prostu „czas wolny”.

ROZWIĄZANIA PRAWNE

W niektórych krajach wprowadzono nawet przepisy prawne mające na celu aktywne promowanie równowagi praca-życie:

  • We Francji wprowadzono przepis pozwalający pracownikom na wyłączenie maila służbowego w godzinach, kiedy przebywają poza biurem
  • UE wydała dyrektywę dotyczącą godzin pracy, która wymusza na państwach członkowskich wprowadzenie maksymalnie 48-godzinnego tygodnia pracy, wliczając w to nadgodziny
  • Ilość dni ustawowo wolnych od pracy różni się zależnie od kraju – Na największą ilość dni wolnych od pracy czasu mogą liczyć Finowie. Przysługuje każdego roku ustawowe prawo do 30 dni urlopu (płatnego), 14 dni świątecznych oraz gwarancja wszystkich sobót i niedziel wolnych. Mniej o 4 dni wolne mają Francuzi i Hiszpanie – mogą się pochwalić 22 dniami urlopu oraz 14 dniami świątecznymi. Dodatkowo z okazji ślubu Hiszpan może liczyć na 15 dni wolnego. Do zadowolonych mogą zaliczyć się także Szwedzi. Pracodawca musi udzielić im 25 dni urlopu pełnoetatowemu pracownikowi. Polacy również nie mogą narzekać – 20 lub 26 dni urlopu płatnego  i 13 dni ustawowo wolnych od pracy.

GDZIE WORK-LIFE BALANCE DZIAŁA NAJLEPIEJ?

Według OCED ranking układa się w następującej kolejności:

  1. Holandia
  2. Dania
  3. Francja
  4. Hiszpania
  5. Belgia
  6. Norwegia
  7. Szwecja
  8. Niemcy
  9. Rosja
  10. Irlandia

Organizacja wskazała też kraje gdzie sytuacja ma się najgorzej:

  1. Turcja
  2. Meksyk
  3. Izrael
  4. Korea
  5. Japonia
  6. Islandia
  7. RPA
  8. Australia
  9. USA
  10. Nowa Zelandia

Oczywiście OCED zajmuje się badaniem również innych czynników i oceną krajów członkowskich pod ich kątem, work-life balance jest tylko jednym z nich. Jednak nie ulega wątpliwości, że zapewnienie tej równowagi i możliwości korzystania z życia poza pracą jest ważnym aspektem życia, stąd podlega częstym analizom, a zapewnienie możliwie dobrych warunków do korzystania z niego jest również  obowiązkiem ustawodawcy, czego świadomość widać w ustawodawstwie coraz większej ilości państw oraz w dyrektywach i zarządzeniach organizacji i instytucji.

 

(artykuł na podstawie tekstu „What Work-Life Balance Looks Like Around the World” autorstwa Wanda Sealy, Fairygodboss)

Integracja czy równowaga?

Work-life balance, to koncepcja która jest sercem naszej pracy, keep the balance in shape!, jak mówi nasze sztandarowe hasło. Jednak w ostatnim czasie coraz częściej słyszymy o work-life integration. Co to właściwie za zjawisko i czy koniecznie jedno przeszkadza drugiemu?

Serwis gumtree.pl już od 2014 roku realizuje kampanię „Start do kariery”, przy okazji której  publikuje swoje raporty Aktywni+. W tym roku raport dotyczy właśnie łączenia pracy i życia prywatnego.

Work-life integration to zjawisko, o którym słyszymy już od ok 10 lat. To sytuacja, w której praca i życie codzienne zamiast być sztywno oddzielone, jak w tradycyjnym modelu rynku pracy, zaczynają się przenikać, sztywne godziny pracy zanikają, a pojęcie „pracy zabieranej do domu” nabiera innego, nowego, znaczenia.

Warto zwrócić uwagę, że integracja bynajmniej nie wyklucza równowagi – jak pokazuje raport to czy pracownicy godzą się na łączenie pracy z życiem prywatnym (bycie on-line po godzinach, praca zdalna, ale też zakupy online w trakcie pracy czy odbieranie prywatnych rozmów) zależy w głównej  mierze od tego, z którego pokolenia  się wywodzą. O ile trudno może sobie wyobrazić pokolenie naszych babć siedzące w domu przy pracy, o tyle dość popularnym wśród „młodych” pracowników jest odpisywanie na służbowe maile przy kolacji czy w trakcie weekendu. Badanie gumtree wyraźnie to pokazuje. Pracownicy godzą się na taki stan rzeczy, ale  oczekują w zamian – jak choćby możliwości pracy zdalnej, elastycznych godzin pracy, ogólnie bardziej swobodnego podejścia  do ram czasowych i przestrzennych pracy, tak by dopasować się do ich potrzeb. I gotowi są za to poświęcić część swojego czasu a nawet prywatności – badanie pokazuje, że 46% pracowników jest zadowolona z faktu zacierania granic pomiędzy tymi dwiema strefami życia. Ba, co czwarty ankietowany nie ma problemu chociażby z tym, że jego przełożony ma dostęp do danych zawartych w prywatnych mediach społecznościowych.

Jeden z ciekawszych wyników – 69% badanych używa prywatnego maila do załatwiania spraw zawodowych. Co interesujące – tylko 6 % załatwia prywatne sprawy używając konta służbowego. Co więcej – aż 33% badanych opowiada się za pełną integracją życia zawodowego i prywatego. To co 3 ankietowany! Ten wynik pokazuje jak bardzo zjawisko work-life integration postępuje, a co za tym idzie jak bardzo zmienia się rynek pracy. Zachęcam do przeczytania całego raportu, nie jest długi i naprawdę dobrze się czyta.

Ciekawe co uświadamia nam w naszej firmie ten raport – w Femmeritum work-life integration jest na porządku dziennym – często cały zespół wspólnie składa zamówienie w sklepach internetowych, a zamówione ubrania  zawsze muszą być przymierzone w biurze, od razu po przyjęciu kuriera. Z drugiej strony, gdy jest taka potrzeba wisimy na telefonie z domu, „gasimy pożary” siedząc na pilatesie czy o 2 w nocy odpisujemy na służbowego maila (bo kto nie ma go w tych czasach podpiętego do smartphone’a). Nasuwa się pytanie czy w takiej work-life integration da się wypocząć? Czy poczucie ciągłego bycia on-line nie jest męczące? Jak ze wszystkim – ważny jest umiar i zdrowy rozsądek. Pisałyśmy o totalnym odłączeniu na czas urlopu (klik!) i jak umiejętnie się do niego  przygotować.  Pamiętajmy, że skoro pracodawca może oczekiwać od nas stałego  bycia  on-line – my możemy oczekiwać elastycznych godzin pracy, możliwości załatwiania własnych spraw w godzinach pracy czy w  końcu możliwości pracy zdalnej. To co ważne, to to, że dajemy z siebie wszystko, że  realizujemy dane nam zadania na 100 % naszych możliwości ze 100% zaangażowaniem. Nieważne czy z domu czy z biura, czy podczas jazdy na rowerze w siłowni. I to również pokazuje to  badanie – pracodawcy zdają sobie sprawę ze zmieniających się potrzeb pracowników, niejako w zamian oczekując innego rodzaju zaangażowania.

Czy zatem  skoro work-life integration zaczyna rządzić na rynku to znaczy, że Femmeritum powinno zwijać żagle? ? Zdecydowanie nie, wręcz przeciwnie! I przed nami stawia to nowe, ciekawe wyzwania, kreowania usług i produktów, które pomogą tym bardziej zachować balans w tym, de facto jeszcze trudniejszym, środowisku pracy zintegrowanej z codziennością.

Cały raport dostępny jest tutaj (http://odpowiedzialnybiznes.pl/wp-content/uploads/2018/07/Raport__SDK-2018.pdf )

 

Czas na KOLONIE?

Jak co roku maj i początek czerwca to dla nas okres intensywnych przygotowań do kolonii i półkolonii. Co roku odpowiadamy na dziesiątki maili i telefonów na temat naszych wyjazdów wakacyjnych. Jednak najczęściej pojawiającym się pytaniem jest to o gotowość dziecka na pierwszy samodzielny wyjazd, czy to pierwsze kolonie czy, w przypadku jeszcze młodszych dzieci – pierwsze półkolonie.

Pisałyśmy o tym już kilka razy (klik!)dziś chciałabym przypomnieć o tym co oznacza „pierwszy samodzielny wyjazd” i dlaczego jest dla dziecka tak ważny.

Nie tylko kolonie

Pamiętajmy o tym, że samodzielny wyjazd to niekoniecznie pierwsza kolonia. Często zdarza się, że na naszych turnusach pojawiają się dzieci, dla których obóz letni to pierwsza w życiu noc spędzona poza domem! To pierwszy raz kiedy dziecka do snu nie kładzie mama czy tata. Warto zadbać o to, by jednak taka sytuacja nie miała miejsca. Weekend u dziadków czy półkolonie to dobry start, rzucanie dziecka na głęboką wodę wyjazdu wakacyjnego to niekoniecznie najlepszy pomysł. Dobrze zacząć powoli, mniejszymi krokami.

Wyjazd to nie tylko noc bez mamy

Wyjazd na kolonie jest trochę jak pierwszy tydzień w szkole – dziecko musi poznać naraz wiele nowych osób, nowe zasady, musi odnaleźć się w grupie. To bardzo ważna lekcja zachowań społecznych, ale też duże wyzwanie. Warto dziecku pomóc poradzić sobie z tą sytuacją. Na nasze kolonie zawsze można swoje dziecko przywieźć – to ważne zarówno z perspektywy rodzica, który ma okazję zobaczyć ośrodek, warunki i otoczenie, jednak równie ważne dla dziecka, które ten pierwszy krok w nieznane może wykonać trzymając za rękę mamę czy tatę (dosłownie lub tylko w przenośni, szczególnie w przypadku trochę starszych dzieci J). Tak jest zwyczajnie łatwiej. Dobrze też gdy uda się zorganizować koleżankę lub kolegę, kogoś kogo dziecko już zna, z kim razem będzie mogło odkrywać tę nową sytuację.

Moc atrakcji

Pod wpisem na facebook’u znajomej bloggerki przeczytałam ostatnio, że pewna mama nie wyśle na pewno nigdy dziecka na kolonie, bo pamięta, że jako dziecko widziała takie turnusy i bardzo współczuła obecnym na nich dzieciakom nudy. Sama pamiętam, że jako dziecko na obozie z zakładu pracy mojej mamy  potwornie się nudziłam – nie było tam kompletnie nic do roboty, raz czy dwa razy dziennie zajęcia i wieczorne konkursy talentów czy ogniska. Nie wiem czy takie wyjazdy dla dzieci są jeszcze organizowane, w każdym razie te które znam wyglądają zgoła inaczej. Plan pracy kolonii Wyspy Dzieci pisany jest na kilka miesięcy przed wyjazdem, a każdy dzień to kilka bloków zajęć. Nie ma czasu na nudę, nie ma czasu na tęsknotę (ba, czasem nie ma nawet czasu na popołudniowy telefon do mamy, bo oprócz zajęć planowych dzieci co i rusz wymyślają wspólne aktywności – zobaczcie zresztą sami – klik!)

Może zacząć od półkolonii

Często rodzice obawiają się, że ich dziecko na kolonii sobie nie poradzi. Rozwiązaniem pośrednim, dającym dziecku szansę sprawdzić się w nowej sytuacji społecznej, a rodzicom przyzwyczaić się do myśli, że jest już ono wystarczająco samodzielne, są półkolonie. Takie organizowane w miejscu pracy to przy okazji ogromne ułatwienie dla rodzica-pracownika (klik i klik). To rozwiązanie godne rozważenia, szczególnie dla tych, którzy mają obawy co do kolonii. Warto wybrać półkolonie, których program będzie ciekawy i atrakcyjny dla dziecka, nie tylko siedzenie w szkole czy świetlicy i jednorazowe wyjścia, bo po takim turnusie dziecko może się tylko zniechęcić do kolonii.

Najważniejsze jest nastawienie

Tak jak wspomniana mama z facebook’a od początku założyła, że dla jej dzieci kolonie to nie będzie atrakcyjna propozycja, tak jeżeli my-rodzice z góry przyjmiemy pozytywne nastawienie do wyjazdu wakacyjnego czy półkolonii – dzieci przyjmą za pewnik, że musi być fajnie. Skoro tata tak mówi! Dla dziecka ważny jest komunikat od rodziców „dasz radę!”, „będzie super!!’, ważne żeby nie widziało obawy ze strony opiekunów, bo skoro dorosły się boi, to jak ja, mały człowiek, mam się nie bać. Kolonie to naprawdę wspaniała przygoda, wyzwanie tak dla nas, jak i dla naszych dzieci. Ale musimy im dać je podjąć. Przypomina mi się obrazek, który idealnie wpasowuje się na koniec tego wpisu. Pozwólcie dzieciom być samodzielnymi!

Obrazek – Katarzyna Niewiadomska – http://www.niewiadomska.com/rysuje/

 

Wyprawka dla niemowlaka cz.2

Poza pudełkiem maluszka, o którym pisałam tutaj w naszej ofercie wyprawkowej znalazł się jeszcze spory wybór ciekawych akcesoriów dla mamy. Część z nich testuję na własnej skórze i o nich krótko poniżej :). Przy okazji – kilka pomysłów na prezenty dla przyszłej/młodej mamy i maluszka :).

Przy wyborze elementów wyprawki kierowałyśmy się przede wszystkim jakością produktów. Zależało nam też, żeby w miarę możliwości były produkowane w Polsce. I udało się nam nawiązać współpracę z kilkoma fantastycznymi producentami polskimi, produkującymi w Polsce z polskich materiałów. Makaszka, Pink no more oraz Szumiś – produkty tych firm zagościły w naszej wyprawce. Oprócz akcesoriów do spania wybrałyśmy również potrzebne mamie przedmioty jak laktator czy niania elektroniczna – tu zależało nam na produktach markowych i wysokiej jakości. Ostatnią grupą produktów są ekskluzywne akcesoria – tu postawiłyśmy na znaną z pięknych produktów francuską markę Beaba.

Ja mam okazję testować na sobie i swoim synu:

Kokon niemowlęcy – piękna rzecz, bardzo wygodna z łóżeczku, szczególnie dla takiego malucha jak mój wcześniaczek, który „topi się” nawet w malutkiej dostawce. Dziecko jest w nim bardziej otulone, co ułatwia mu zasypianie.

 

Miś Szumiś – świetny wynalazek, od lat słyszymy o mamach usypiających dzieci suszarką. Szumiś oferuje kilka różnych rodzajów szumu, o różnej głośności. Nasze dziecko bez niego nie zasypia, my zresztą już też ;).

Torba do wózka – mój mąż nie mógł pojąć po co mi torba do wózka, skoro już jedną mam ;). Jednak ta dodawana do niego przez producenta zupełnie nie spełniała moich oczekiwań – brak przegródek i umiarkowana wygoda użytkowania. Torba od Makaszki nie dość że jest bardzo praktyczna, to przy tym też zwyczajnie ładna – spokojnie dołączyła do mojej kolekcji torebek, chodząc z nią na ramieniu czuję się po prostu dobrze.

 

Od firmy Babyono dostałam za to nianię elektroniczną i lampkę-misia z pozytywką. O ile niani zachwalać nikomu nie trzeba (dodatkowym plusem tej konkretnej jest możliwość mówienia do dziecka zanim zdążymy do niego dojść), o tyle misio – to wspaniały wynalazek, polecam każdemu. Melodyjki zwracają uwagę dzieciątka np. podczas przewijania, a dzięki temu, że jest ich 6 – rodzice nie mają go natychmiast dość :). Do tego 3 kolory świecenia – dla noworodka może się póki co ta opcja nie sprawdza, ale już kilkumiesięczne dziecko podczas wieczornej kąpieli zwraca uwagę na światełka. Miś z pewnością sprawdzi się też dla starszaków jako lampka nocna.

Tyle z mojej strony, mogę powiedzieć jedno – rynek artykułów niemowlęcych jest pełen wszystkich możliwych produktów, ale wydaje mi się, ze udało się nam wybrać naprawdę ciekawe propozycje. Po kilku miesiącach bycia mamą do listy przydatnych gadżetów dodałabym jeszcze poduszkę-rogal do karmienia, karuzelkę nad łóżeczko – osobiście wybrałam taką nakręcaną, muzyka z niej jest według mnie mniej męcząca 🙂 czy np. śpiworek do fotelika samochodowego, którego można używać też w wózku.

Polecam, Monika mama Julka 🙂

A Wy, polecacie jakieś gadżety dla mam?

część pierwszą przeczytacie tutaj 🙂