Wyzwania pracujących rodziców

W tej sekcji publikujemy artykuły dotyczące wyzwań z jakimi muszą się mierzyć rodzice aktywni zawodowo (i nie tylko :-)).

Młoda matka w pracy zdalnej – błogosławieństwo czy przekleństwo?

W obecnych czasach praca zdalna stała się nie tylko przywilejem, ale też koniecznością. I o ile do marca tego roku niewielu pracowników miało możliwość wykonywać pracę z domu, teraz większość z nich (szczególnie korporacyjnych) nie ma sposobności na wykonywanie swoich firmowych obowiązków w biurze. Jak w tej sytuacji odnajdują się kobiety, które niedawno zostały mamami ? Czy praca zdalna lub hybrydowa to ułatwienie czy raczej utrudnienie?

Moje osobiste doświadczenia

Najpierw chciałabym podzielić się własnym doświadczeniem. Od początku tego roku wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. Przez pierwszy miesiąc na pół etatu, by powoli wdrożyć się w obowiązki firmowe (po ponad rocznej przerwie nie jest to takie łatwe). Ustaliłam też z przełożonymi możliwości pracy z domu, by w ten sposób ograniczyć czas związany z dojazdem do pracy i by być bliżej syna. Takie rozwiązanie ułatwiło mi pogodzenie rodzicielstwa i powrotu do pracy. 

Gdy wybuchła epidemia i nastąpił lockdown, a co za tym idzie obowiązek pracy z domu bardzo się ucieszyłam. Miałam pomoc rodziny w opiece nad dzieckiem, więc home office był dla mnie świetnym rozwiązaniem zarówno na początku (kiedy formy opieki systemowej zostały zamknięte) epidemii, jak i w tym momencie (syn uczęszcza do żłobka).

Jakie są doświadczenia pracowników na home office?

Wiem, że nie dla wszystkich takie rozwiązanie może być w 100% ułatwieniem, większość pracowników jednak chwali takie rozwiązanie.  Wystarczy spojrzeć na wyniki badań dla Micheal Page’a. Wynika z nich, że satysfakcja z pracy w okresie pracy zdalnej wg badanych w większości utrzymuje się na tym samym poziomie (46% ankietowanych) lub wzrosła  (33% ankietowanych).

W tym miejscu śpieszę z wyjaśnieniem, dlaczego dla mnie home office jest świetnym rozwiązaniem. Gdy byłam w ciąży z uwagi na dolegliwości nie mogłam często dojeżdżać do pracy, jednak chciałam dalej pełnić obowiązki firmowe. By móc to robić 3 dni w tygodniu pracowałam zdalnie. Chciałam się wtedy spełniać zawodowo, moja motywacja była duża, w związku z tym bez większego problemu nauczyłam się wykonywać swoje zadania w sposób zdalny. W tych doświadczeniach nie jestem sama, gdyż jak wskazują badania aż 75% osób które już wcześniej pracowało zdalnie jest najlepiej zorganizowana.

Wyzwania młodych mam

I tu  należy zwrócić uwagę na mogące pojawiać się problemy młodych mam.

Dla kobiet, które dopiero co wróciły z urlopu rodzicielskiego, a wcześniej nie pracowały zdalnie przestawienie się na taki tryb pracy nie jest łatwe  – tym bardziej, po przerwie od pracy samo wdrożenie się w obowiązki firmowe jest na początku wyzwaniem.

Dodatkowo wg przeprowadzanych przez Procontent Communication badań wynika, że kobiety deklarują, iż w pracy zdalnej pracowały ciężej i dłużej w porównaniu z pracą w biurze. Takie przeświadczenie może wynikać z faktu poświęcania czasu na wdrażanie się do nowego trybu pracy, lub przeświadczenia, by udowodnić, że w pracy zdalnej radzę sobie bardzo dobrze lub lepiej niż wcześniej, dlatego biorę na siebie więcej obowiązków.

Kolejnym problemem, który mogą odczuwać młode mamy na home office jest sam fakt… pracy z domu. Po urodzeniu dziecka każda młoda mama spędza w domu bardzo dużo czasu, dlatego często powrót do pracy i zmiana otoczenia, a także kontakt z innymi ludźmi jest bardzo pozytywnym doświadczeniem.

Jakie więc rozwiązanie byłoby najlepsze dla młodych mam?

Praca w trybie hybrydowym, o ile jest taka możliwość i ustalenie jej przejrzystych warunków.

Oczywiście każdy człowiek ma swoistą sytuacje i wcześniejsze doświadczenia zarówno z home officem, jak i wypracowaniem pewnych rozwiązań. Dla młodych mam (ale myślę, że nie tylko mam) otrzymanie w ciągu dnia nierzadko 2 godzin, które traci się na dojazd do firmy jest ogromnym atutem. Elastyczność czasu pracy i wykonywanych obowiązków to kolejny plus takiego rozwiązania.

Jednak kiedy jest taka potrzeba, możliwość pracy z biura jest zaletą. By to pogodzić propozycja pracodwacy: jedziesz do pracy, kiedy tego potrzebujesz jest najlepszym rozwiązaniem.

Myślę, że spotkanie z zespołem, też jest ważnym aspektem pracy i ustalenie jednego/dwóch  dni w miesiącu, kiedy zespół może przedyskutować bieżące projekty jest opcją potrzebną nie tylko młodym mamom, ale wszystkim pracownikom.

A jakie wy macie rozwiązania i doświadczenia z pracą w trybie home office?

Źródła:

http://www.outsourcingportal.eu/pl/badanie-michael-page-czy-polacy-polubili-home-office

https://www.pulshr.pl/zarzadzanie/kobiety-na-zdalnym-pracuja-dluzej-i-ciezej,76694.html


 

Wspomnienia z wakacji – czyli czego nauczył nas COVID?

Wraz z 1 września zabrzmiał pierwszy szkolny dzwonek, kiedy to dzieci ruszyły tłumnie uczyć się w warunkach zapewniających im bezpieczeństwo. Opracowane zostały wytyczne dla rodziców, nauczycieli i samych dzieci na temat obecności dzieci w szkołach. Do życia codziennego uczniów weszły maseczki, przyłbice, płyny do dezynfekcji i dystans społeczny. Mimo wszystkich tych wytycznych i obostrzeń liczba osób zakażonych stale wzrasta, codziennie docierają do nas informacje o kolejnych osobach na kwarantannie, zamkniętych placówkach.

Od 17.10 szkoły średnie i wyższe przechodzą na nauczanie zdalne, a największe polskie miasta znajdują się w strefie czerwonej. Być może nauka zdalna dla starszych uczniów szkół podstawowych także wróci.

Jest to nowa rzeczywistość, w której musimy się odnaleźć. Poukładanie na nowo edukacji dzieci, pracy zdalnej, codziennych informacji o wzroście liczby zakażeń i kolejnych obostrzeniach to obecnie nasze wyzwania. Szczególnie po wakacjach – czasie wyjazdów, kolonii i półkolonii. Jako firma wspierająca pracujących rodziców i ich dzieci chcemy podsumować te dwa miesiące wakacji. I zastanowić się co dalej?

Na pewno był to dla nas czas intensywnych zmian, dostosowywania się do wytycznych i zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom. Zachęcaliśmy firmy do organizowania tego typu wypoczynku także ze względu na pracujących zdalnie rodziców. Home office z dzieckiem to wyzwanie dla każdego, niezależnie od wykonywanego zawodu. Odpoczynku potrzebowały nie tylko dzieci, ale także rodzice. Poukładanie na nowo domowego życia i połączenie go z pracą i edukacją zdalną okazało się nie lada wyzwaniem.

Online czy offline

Po izolacji społecznej i nauce w domu z pomocą dla przepracowanych rodziców przyszedł czas wakacyjnych wyjazdów. Kolonie i obozy odbyły się zgodnie z planem według opracowanych wytycznych sanitarno-epidemiologicznych.

Było około 7 tys. zgłoszeń zorganizowanego wypoczynku letniego dla dzieci i młodzieży: wyjazdów, kolonii, półkolonii i obozów – informował minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. W sumie skorzystało z nich w sumie około 240 tys. uczniów.

Na kolonie Wyspy Dzieci, które organizujemy przyjechało 100% dzieci, zorganizowaliśmy trzy turnusy obłożone w całości. Sami rodzice byli bardzo zadowoleni:

Chciałabym przekazać, że zarówno Ludwik, jak i my jesteśmy zachwyceni koloniami. Wszystko odbyło się tak, jak trzeba:

– komunikacja przed wyjazdem – odpowiednio częsta, klarowna, wspierająca rodziców i dzieci

– ośrodek – przepięknie położony, jak w bajce

– opiekunowie – weseli, pomocni, zaangażowani

– zajęcia – ciekawe, ale nie przeładowane, przemyślane, przygotowane z poszanowaniem dzieci (ustalanie wspólnych kolonijnych zasad!)

Dziękujemy:) Będziemy Państwa polecać oraz będziemy wracać w przyszłości!

W trakcie kolonii dzieci przebywały na terenach wiejskich, bez dostępu do Internetu i telefonów komórkowych. Wypoczywały i korzystały z dostępnych lokalnych atrakcji.  Niestety skutkiem długotrwałego lockdownu i izolacji społecznej była większa tęsknota dzieci za rodzicami w porównaniu z poprzednimi latami. Dzieciom przebywającym na stałe w domach od marca trudno było rozstać się z opiekunami. Czas pokaże jakie będą dalsze skutki.

Posłuchajcie sami w podcaście Wyspy Dzieci. Link znajdziecie tu.

Półkolonie letnie 2020 z Femmeritum

Według danych MEN około 80 tysięcy uczniów w całej Polsce skorzystało z półkolonii. Półkolonie to wyjątkowa forma wypoczynku, polegająca na zapewnieniu opieki dzieciom w mieście bez konieczności wyjazdu. Zazwyczaj ta opieka trwa od 8 do 10 godzin. Na rynku dostępna jest szeroka oferta organizowanych lokalnie aktywności – w salach zabaw, klubokawiarniach, domach kultury. Femmeritum już od 10 lat organizuje półkolonie dla firm (więcej o tym wyjątkowym beneficie przeczytasz tu). Co roku pracujący rodzice mogą skorzystać z pomocy w zapewnieniu opieki na dziećmi dofinansowanej przez pracodawcę.

W tym roku organizacja półkolonii stacjonarnych wyglądała zupełnie inaczej. Jako organizatorzy zmierzyliśmy się z wyzwaniem w postaci dostosowania naszych aktywności do wytycznych Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Przeszkoliliśmy opiekunów, zaktualizowaliśmy nasz program, zakupiliśmy środki do dezynfekcji, przyłbice ochronne, termometry i biodegradowalne rękawiczki jednorazowe. Nasi uczestnicy odpoczywali w miejscach zalesionych. Odwiedzali miejsca bezpieczne, gdzie nie przebywały inne grupy. Pracy było dużo, ale dzięki temu dzieci mogły wypoczywać bezpiecznie, a rodzice spokojnie pracować.

Dodatkowym atutem naszych tegorocznych półkolonii była dedykowana aplikacja (zaprojektowana specjalnie dla Femmeritum) umożliwiająca płynną obsługę i kontakt z rodzicami. Dzięki niej sposób zapisów, komunikacji był znacznie sprawniejszy i bezpieczny. Rodzic na bieżąco miał dostęp do harmonogramu, znał adres aktualnego pobytu dziecka oraz widział w jakich aktywnościach uczestniczy jego dziecko na podstawie przesyłanych na bieżąco zdjęć. Wprowadzenie tej aplikacji spotkało się z dużym uznaniem korzystających z niej rodziców.

Jedna z firm zdecydowała się także na półkolonie w wersji online. Dzieci otrzymały wszystkie materiały do domu – począwszy od kredek, flamastrów i bloków a skończywszy na tematycznych grach i gadżetach do zajęć. Codziennie na 3h łączyliśmy się z dziećmi. Każdego dnia poruszaliśmy inny temat związany z podróżą dookoła świata czy kosmosem. Odwiedzali nas ciekawi goście. Najważniejsze w tym wszystkim było jednak to, że dzieci mogły porozmawiać ze sobą. . W tym czasie rodzice spokojnie mogli pracować. Być może w taki sposób będą wyglądały ferie zimowe 2021. Czas pokaże.

Odważne firmy

Pomimo różnych możliwości i udogodnień komunikacyjnych i online, które upowszechniły się po lockdownie w dalszym ciągu cały zespół Femmeritum jest zwolennikiem standardowej wersji półkolonii – offline.

W tym roku na półkolonie offline zdecydowały się cztery firmy – Aviva Polska, Volkswagen Financial Services, Play oraz SAS Institute Polska. Zapytacie zapewne skąd ta decyzja, wydawać by się mogła ryzykowna?

Koordynator półkolonii z ramienia Aviva Polska, Joanna Siudak tak podsumowała decyzję o zorganizowaniu półkolonii:

Na organizację półkolonii zdecydowaliśmy się, ponieważ mimo wszystko co roku one się odbywają, a w terminie półkolonii zaczęliśmy już powoli wracać do rzeczywistości wyjazdowo-wakacyjnej. Dodatkowo rodzice zadeklarowali, że chcą puścić swoje dzieci na tego typu „wyjazd”. Ostatnie miesiące, brak szkoły w formie stacjonarnej spowodowały, że dzieciaki głównie spędzały czas przed TV, komputerami itd. Dlatego chcieliśmy zrobić półkolonie stacjonarne, aby dać możliwość dzieciom innej rozrywki.

Oczywiście jako organizatorowi towarzyszyły firmom wątpliwości:

Martwiliśmy się, że rodzice w związku z pracą zdalną będą przychodzić z problemami logistycznymi, jak dostarczyć dziecko albo nie będzie wystarczającej ilości osób chętnych z tego powodu.


Finalnie jednak w trakcie turnusu uczestnicy dopisali, a otwartość firmy sprzyjała rozwiązywaniu wyzwań logistycznych. Jak zawsze okazało się, że podstawą są chęci do pomocy pracującym zdalnie rodzicom.

A co z feriami zimowymi?

Zbliżają się święta, po Nowym Roku szkoły 18.01 rozpoczynają przerwę zimową. Oznacza to kolejne wyzwanie dla pracujących rodziców. Obecna sytuacja w Polsce i na świecie nie zachęca do jakichkolwiek działań offline. Jesteśmy ponownie zachęcani do izolacji społecznej, pozostawania w domach. Skutki izolacji widoczne są już teraz:

  • Badania przeprowadzone przez Public Health England wykazały, że dzieci bardzo mocno odczuły skutki izolacji. Jedna trzecia badanych przyznała, że odczuwa większy stres niż przed wybuchem pandemii.
  • W czasie izolacji otyłe dzieci konsumowały więcej niezdrowego, w tym – śmieciowego jedzenia, częściej oglądały telewizję, gorzej spały i mniej się ruszały. To sprzyja dalszemu rozwojowi otyłości – ostrzegają naukowcy z USA po badaniach we włoskiej Weronie.

Oprócz negatywnych skutków, mamy także te pozytywne:

  • Ewa Woydyłło, znana psychoterapeutka i pisarka przekonuje, że zamknięcie słusznie pokazało nam, że centrum życia to nasz dom i bliscy. Nie praca, modne hobby, to co na zewnątrz i czym tak lubimy się na co dzień definiować.
  • Inna terapeutka, Justyna Święcicka mówi o nowych więziach. Z jej oglądu wynika, że podczas lockdownu odżyły relacje sąsiedzkie oraz altruizm.

Pozostaje nam być dobrej myśli i adaptować się do zmian. One i tak nadejdą, warto się przystosować.


Źródła:

https://parenting.pl/badania-wykazuja-ze-co-trzecie-dziecko-jest-smutniejsze-i-bardziej-zestresowane-niz-przed-lockdownem

https://forsal.pl/artykuly/1481722,badania-w-czasie-izolacji-otyle-dzieci-konsumowaly-wiecej-niezdrowego-smieciowego-jedzenia.html

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,26371872,podczas-lockdownu-wiele-ofiar-przemocy-zdecydowalo-sie-odejsc.html

Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

…i jak się do niego przygotować

Powrót do pracy dla kobiety po urlopie macierzyńskim to nie lada wyzwanie. I nie chodzi tu tylko o organizację tego przedsięwzięcia (która może być dość skomplikowana), ale również o rozterki, które temu towarzyszą. Jestem mamą Urszuli, która aktualnie ma skończony rok i trzy miesiące. Jest to moje pierwsze dziecko co za tym idzie, pierwszy urlop oraz pierwszy po nim powrót :). W tym artykule chcę pokazać, jak zorganizowałam sobie pracę po roku spędzonym w domu z dzieckiem.

Co działo się w mojej głowie podczas urlopu macierzyńskiego

Dziecko ma 3 miesiące – mam tyle czasu, że do roku spokojnie wrócę do pracy.

Teraz ma 6 miesięcy – uff jak to dobrze, że nie kończy mi się jeszcze ten urlop, moje małe dziecko bardzo mnie potrzebuje.

Dziecko ma 9 miesięcy- czas powrotu się zbliża, trzeba zorganizować super wakacje, czas się wyszaleć przed powrotem.

Dziecko ma 11 miesięcy – jak to został tylko miesiąc?! ja nie jestem na to gotowa (coraz większa panika).

I teraz właśnie rozpoczyna się ten kluczowy miesiąc na przygotowanie się do powrotu.

Czego potrzebują Młode Matki

Według badań przeprowadzonych przez Fundację Mamo pracuj!  „O jakiej pracy marzy mama?” (więcej przeczytasz tutaj) kobieta wracająca do pracy najbardziej potrzebuje:

  • zrozumienia ze strony przełożonego – taką odpowiedź wskazało najwięcej, bo aż 78 proc. respondentek;
  • elastyczności, elastycznego czas pracy (możliwości regulowania godzin pracy w obrębie dnia) – 75 proc. badanych mam;
  •  krótkiego czas dojazdu do pracy, bliskości pracy od miejsca zamieszkania – 68 proc. biorących udział w ankiecie;
  • pracy w niepełnym wymiarze godzin – 51 proc. odpowiedzi;
  • telepracy – praca z domu jest ważna dla blisko 50 proc. mam biorących udział w badaniu;
  • dofinansowania opieki nad dzieckiem przez pracodawcę to także ważny element, wskazany przez 41 proc. respondentek;
  • ograniczenia nadgodzin – 40 proc. Badanych

Na podstawie tych badan łatwo wywnioskować, że kobiety przed powrotem mają ogromne obawy czy są w stanie pogodzić rolę matki i pracownika. Ich potrzeby są nakierowane na benefity pomagające im w opiece nad dzieckiem.

Strach ma wielkie oczy, czyli jak to było w moim przypadku

Początkowo myśląc o swoim powrocie byłam pewna, że będzie to bardzo proste, a jednak bardzo się myliłam. Coś czego w sumie wcześniej chciałam, gdy nagle nadchodził ten kluczowy moment mnie przerażało. Jak mam teraz pogodzić role matki, żony, pracownika i czy w ogóle chce to godzić? Co będzie z moim ciągle jeszcze małym dzieckiem, czy nie będzie miało mi tego za złe, czy będzie szczęśliwe? A kto się teraz zajmie moim ogródkiem, który specjalnie zrobiłam, aby moje dziecko mogło zjeść ekologiczne warzywa? Z drugiej zaś strony czy ja będę dobrym pracownikiem, czy ja w ogóle umiem jeszcze pracować? Czy w biurze chcą mojego powrotu? A tak w ogóle to czy ktoś mi przypomni do czego służy komputer…?

To tylko cześć myśli jakie w tamtym momencie mi towarzyszyły, a każdego dnia dochodziły nowe. W pewnym momencie przyszedł czas, aby sobie to wszystko uporządkować.

Jak sobie poradzić?

Oto kilka rad dla matek wracających do pracy – na podstawie moich doświadczeń.

1.Przede wszystkim uratuje Cię tylko spokój. To punkt wyjścia do myślenia o powrocie. Nakręcanie się nie pomoże Ci podjąć racjonalnych i odpowiednich kroków do bezpiecznego powrotu do pracy.

2. Znajdź swoją grupę wsparcia. Dużo łatwiej zorganizować powrót do pracy, gdy wiesz, że nie jesteś w tym sama. W moim przypadku grupą wsparcia jest mąż, który abym mogła wrócić do pracy z systemu pracy poniedziałek- piątek, zmienił go na wtorek-sobota. Dzięki temu mam zorganizowaną opiekę na jeden z pięciu dni.

3. Pomyśl co chcesz zrobić z dzieckiem na czas pracy. Nie chodzi tu o samodzielne rozmyślanie. Usiądź z mężem, mamą, koleżanką i przeanalizuj najlepsze opcje. My podjęliśmy decyzję o rodzinnej opiece nad Ulą. W skład opieki wchodzi maż, babcia, ciocia dziecka oraz ja :). Grafik mamy ustalony, a w razie potrzeby zmian zawsze ma kto z kim się zamienić.

4. Wymyśl plan B. A co, jeśli dziecku nie spodoba się miejsce lub osoba nim się zajmująca? Warto być przygotowanym na taką ewentualność. W moim przypadku mamy wybrany żłobek i w każdej chwili możemy zacząć adaptację.

5. Przygotuj z pracodawcą plan swojego powrotu. Zanim rozpoczęłam pracę po rodzicielskim, wspólnie z pracodawcą ustaliłam, że przez pierwsze dwa tygodnie chcę przychodzić do pracy na zmniejszoną liczbę godzin. Dzięki temu mogłam wziąć „rozbieg” przed wskoczeniem na wyższe obroty. Dodatkowo ustaliłam godziny w jakich będę pracować. Zaczynając pracę o 7 jestem w stanie już o 14.30 odebrać dziecko.

6. Pamiętaj o swoich prawach. Jeśli karmisz piersią masz tzw. godzinę na karmienie i Twój dzień pracy to 7 a nie 8 h. w brew pozorom ta godzina dziennie to bardzo dużo.

7. I już ostatni punkt… szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko 😊. Co za tym idzie postępuj zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Jaka jest rzeczywistość

Miałam wiele obaw przygotowując swój powrót. Większość z nich okazała się kompletnie bezpodstawna. Pracuję od kilku miesięcy i już teraz widzę wiele plusów powrotu. Przede wszystkim cieszę się, że mam przed sobą wyzwania zawodowe, a nie tylko domowo-małżeńsko-rodzicielskie. Mogę brać udział w ciekawych projektach i oprócz bycia Mamą Uli jestem oddzielną jednostką Kamilą Szalach. Kolejnym plusem jest zespół, w którym pracuję. Ciepłe powitanie oraz wsparcie jakie dostaję każdego dnia sprawia, że czuję się dobrze tu gdzie jestem. Dzięki temu z uśmiechem wracam do domu i mimo zmęczenia (towarzyszącego przy pobudkach do pacy o 5.40) z radością spędzam później czas z rodziną. Oprócz tego, że widzę pozytywną zmianę u siebie, dostrzegam ją również u mojego dziecka. Zmiana otoczenia dobrze Uli robi, widzę, że uczy się nowych rzeczy, poznaje nowe miejsca, a gdy ją odbieram wita mnie uśmiechem, po czym wraca do zabawy, bo przecież ma tyle rzeczy do zrobienia, że nie możemy jeszcze wracać do domu. Ostatnim plusem jest zaś to, że w końcu mogłam wyjąć moje eleganckie ubrania, buty na obcasie i wystrojona pójść w świat!

Co mogą zrobić pracodawcy

Aby pomóc kobiecie w powrocie do pracy istotne jest podejście pracodawcy. Coraz więcej firm decyduje się do swojej oferty benefitowej dołączyć również takie, które odpowiadają na potrzeby pracujących rodziców. To dzięki takiemu podejściu kobieta może poczuć, że jest ważna dla swojej organizacji.

Jakie działania mogą być pomocne:

– organizacja webinariów dla powracających pracowników po urlopie rodzicielskim,

– organizacja sesji coachingowych i przepracowanie rozterek dotyczących powrotu,

– szczera rozmowa z pracownikiem, ustalenie zakresu obowiązków,

– podarowanie pracownikowi „osoby cienia”, czyli kogoś kto pomoże przez pierwszy miesiąc, wdrożyć się w obowiązki

– elastyczne podeście do godzin pracy oraz do miejsca pracy, jeśli to możliwe.

Nie bój się działać

Podsumowując, powrót do pracy jest czymś stresującym i nigdy nie wiadomo co nas czeka i jak to będzie. W ogólnym rozrachunku okazuje się później, że niesie on wiele korzyści a my matki zastanawiamy się, co właściwie robiłyśmy jak byłyśmy tyle czasu w domu… Warto przezwyciężyć strach i pewnym krokiem wejść z powrotem na ścieżkę zawodową.

Po więcej zapraszamy do wysłuchania naszego podcastu.

Czego mi będzie brakować po pierwszym września?

Już za chwilę 1-szy września, a wraz z nim pierwszy od wielu miesięcy dzwonek na lekcję w szkołach. MEN podał, że dzieci normalnie wrócą do szkół i rozpoczną zajęcia w reżimie sanitarnym. Jednocześnie zapowiedziano, że jeśli sytuacja epidemiologiczna się pogorszy, wówczas dyrekcja szkoły może podjąć decyzję o przejściu na nauczanie w modelu hybrydowym czy nawet zdalnym (czyli powrót do szkoły online, jaką mieliśmy w czasach lockdown…).

Firmy natomiast nie wracają do pracy w trybie, jaki panował zanim pojawił się COVID-19. Jedną z przyczyn jest fakt, że warunki epidemiologiczne wciąż na to nie pozwalają. Druga przyczyna to trudność w ściągnięciu pracowników z powrotem do biura. I choć coraz częściej słychać lamentowanie, że zespoły nie działają efektywnie, kreatywność spada i efekty pracy pozostawiają wiele do życzenia, wygląda na to, że model hybrydowy pracy pozostanie z nami na dłużej, a może nawet na zawsze.

Osobiście lubię pracę z domu. Jest jednak jeden warunek – moja niepełnosprawna córka Ola musi mieć zajęcia w szkole. Szkoła online w jej przypadku nie działa, a praca z nią nie zdaje egzaminu. Jeszcze bardziej pasuje mi model pracy hybrydowej. Kiedy chcę się skupić zostaję w domu, jeśli mam problem z mobilizacją i odczuwam zniechęcenie, wracam szybciutko do biura napajać się energią innych. W Femmeritum mamy od września dwa umówione dni, kiedy wszyscy przychodzą do biura – poniedziałek i środę – pozostałe dni każdy organizuje sobie w wygodnym dla siebie trybie.

Powrót do normalnej, tradycyjnej szkoły oraz „normalnej pracy” napawa mnie radością i smutkiem jednocześnie. Postanowiłam przyjrzeć się bliżej tym moim obiekcjom.

Czego będzie mi brakowało, co podobało mi się najbardziej w lockdownie?

Poranki bez pośpiechu

Na każdym prawie warsztacie wychowawczym jaki prowadzimy w Femmeritum zawsze pojawia się temat porannego pośpiechu i wyjścia do szkoły, przedszkola i pracy. Chyba żaden rodzic nie lubi takich poranków. Szybko wstawaj, szybko jedź śniadanie, szybko się pakuj i ubieraj, szybko bo się spóźnimy. Tak… tego nie będzie mi brakowało na pewno. Co możemy zrobić, aby tego uniknąć – niestety nie ma innej recepty jak wcześniejsze wstawanie i przygotowanie wszystkiego co się da dzień wcześniej.

Elastyczność czasu pracy

Covid chyba miał jeden pozytywny skutek – zagwarantował nam pracę zdalną.  Oczywiście dotyczy to osób, które mają to szczęście i wykonują pracę, która da się wykonać z domu – a takich osób jest w Polsce tylko 6,4% wszystkich pracujących. Z tych osób, które mogą pracować zdalnie, taką możliwość miało w marcu 2020 roku już 76% pracowników umysłowych (rok wcześniej – tylko 41%).

Wszyscy musieliśmy przejść przyśpieszony kurs obsługi narzędzi do spotkań online, pracy zdalnej i innych pomocnych w tym aplikacji. Nie trzeba było negocjować z szefem pozwolenia ani „wyszarpywać” kolejnych dni na pracę z domu. Nie trzeba było się tłumaczyć, ani udowadniać dlaczego łatwiej jest tobie pracować w domu. Menadżerowie też musieli szybko nauczyć się akceptacji dla tego systemu pracy.

Co robić aby zachować elastyczność czasu pracy? Trzymać swoją efektywność i motywację – cały czas musimy nad tym pracować, bo praca zdalna rządzi się innymi zasadami. Mieć kontakt ze swoimi współpracownikami i przełożonymi – nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu, ale starajmy się stworzyć jak najlepszą „protezę”. Powrót do warunków pracy z przed epidemii jest chyba już niemożliwy więc nie musimy się martwić, że ktoś odbierze nam ten przywilej „z nieba”.

Brak korków na ulicach

Tego się obawiam najbardziej wraz z nastaniem września – korków. Tak przyjemnie było nie myśleć, o której wyjść aby nie spędzić w aucie za dużo czasu, nie kombinować jak przechytrzyć innych kierowców, nie sprawdzać najkrótszych tras w Google. Tych pustych ulic i możliwości dojechania na spacer z psem do lasu w 15 minut będzie mi chyba najbardziej brakować!

Koniec pracy o 17:00 i wolne

Bez dojazdu i powrotu do pracy, w jedną sekundę teleportujesz się z pracy do domu. Bo przecież jesteś w domu, tylko zamknięty gdzieś w pokoju, schowany przed dziećmi. Kończysz i masz czas wolny – możesz zacząć robić obiad, iść z dziećmi na spacer, pobawić się z nimi. Gdybyś zapominała o tym, dzieci szybko Ci przypomną. Już od dobrych 10 minut stoją z zegarkiem w dłoni i czekają, kiedy otworzą się drzwi.

No dobrze, a czego NIE będzie mi brakować po tym epidemiologicznym zamknięciu?

Kończę pracę o 17:00, idę na spacer, jem obiad, a o 19:00 stwierdzam (lub ktoś mnie do tego „przywołuje), że usiądę jeszcze na chwilę i… mijają dwie godziny. Z tym kończeniem pracy w domu nie jest tak łatwo – w jedną sekundę jesteś w domu, ale i w jedną sekundę jesteś też z powrotem w pracy.

Elastyczność pracy ma też dwie strony. Ten drugi, mniej przyjemny, to telefony z pracy o 19:00, maile o 23:00 i spotkania o 7:00 rano… Trudności w zebraniu swojego zespołu, bo każdy ma inny rytm dnia i pracy, dzieci w różnym wieku i obowiązki do wykonania. Z elastycznością czasu pracy jest jak z wolnością – trzeba umieć z niej korzystać. Wyznaczyć zasady, rozmawiać z innymi i wypracowywać kompromis, być otwartym i zdyscyplinowanym. Nie każdy potrafi pracować z domu. W badaniu Randstad Polska 61 proc. osób, które pracują z domu w wyniku pandemii, przyznaje, że ich uwagę rozprasza surfowanie po Internecie, oglądanie tv, ale także wizyty u lekarza w godzinach pracy czy zajmowanie się dziećmi.

Gotowanie obiadów w domu

Lubię slow cooking, ale nie codziennie! Obiady w szkole i przedszkolu, nawet jak nie bardzo smakowały dzieciom, dostarczały im jednak energię niezbędną do przeżycia aż do kolacji. A przede wszystkim – zwalniały mnie z codziennego gotowania obiadów. Może ludzie, którzy kochają gotować mogli w lockdownie pofolgować sobie w swojej pasji i raczyć się codziennie innym, pysznym obiadem? U mnie niestety tak nie było – do wypracowywania kompromisu i podziału obowiązków z mężem i starszymi dziećmi doszło dodatkowe zmywanie, gotowanie i sprzątanie. 5 osób w domu non stop potrafić zmienić przestrzeń mieszkalną nie do poznania.

Lęk

To chyba największy minus obecnej sytuacji. COVID zebrał spore żniwo w postaci ogromnych strat wielu biznesów, które nie mogły funkcjonować przez długi czas. Lista skutków epidemii nie jest jeszcze zamknięta. Rządowe tarcze antykryzysowe trochę je zniwelowały, ale niedługo wszystko się kończy i nie wiadomo co przyniesie nam przyszłość. Nawet eksperci są dalecy od wypowiadania się na temat przyszłości. Nic dziwnego, wszyscy na cały świecie przerabiamy taki scenariusz pierwszy raz. Ten strach o przyszłość oraz konsekwencje izolacji społecznej dla mojej rodziny, szczególnie dzieci jest trudny do zniesienia. Jak poradzić sobie z lękiem – o tym nagramy podcast, na który już teraz Was serdecznie zapraszam!

Jaki bilans?

Cztery PLUSY, trzy MINUSY – chyba polubiłam ten „stan umysłu”. Mam nadzieję, że ten bilans taki zostanie i nic się w nim nie zmieni…

A jak jest u Was? Za czym będziecie tęsknić, a co pożegnacie z wielką przyjemnością?

Jak wspierać dzieci w czasach epidemii?

Sytuacja w jakiej się obecnie znajdujemy budzi w ludziach strach, lęk, niepokój. Bombardowani najróżniejszymi treściami w mediach, co do których nie wiemy na ile są prawdziwe, nie jesteśmy w stanie przewidzieć co wydarzy się za tydzień czy dwa. Szkoły przeszły na nauczanie online, sami pracujemy też z domu. Nagle jesteśmy trzema osobami w jednej: pracownikiem, nauczycielem i rodzicem. Takie same trudności przeżywają i nasze dzieci, które nagle obudziły się, tak jak my, w zupełnie innej rzeczywistości. Mimo tego, że sami czujemy się niepewnie musimy zapewnić poczucie bezpieczeństwa swoimi dzieciom.

UNICEF opublikował sześć sposobów na wspieranie dzieci w czasach epidemii COVID-19, które mogą być pomoce każdemu rodzicowi w tym trudnym zadaniu.

Oto one:

1. Bądź spokojny

Rodzice powinni spokojnie rozmawiać ze swoimi dziećmi o koronawirusie. Ważne, aby powiedzieć dzieciom, o istniejącej możliwości, że ktoś z Was w pewnym momencie będzie mieć objawy, które często są bardzo podobne do przeziębienia lub grypy. Rodzice powinni zachęcać dzieci, aby informowały ich, jeśli nie czują się dobrze lub gdy boją się wirusa. Tylko dzięki temu rodzice będą mogli jak najszybciej im pomóc. Zapewnij swoje dziecko, że choroba wywołana koronawirusem przebiega na ogół łagodnie, szczególnie u dzieci i młodzieży. Należy również pamiętać, że wiele objawów COVID-19 można leczyć. Warto przypomnieć dzieciom, że są rzeczy, które możemy zrobić, aby zapewnić bezpieczeństwo sobie i swoim najbliższym. Częste mycie rąk, nie dotykanie twarzy i zostanie w domu – to najważniejsze z nich.

2. Trzymaj się rutyny

Dzieci potrzebują rutyny. Kropka. My, dorośli, musimy bardzo szybko opracować zupełnie nowy plan dnia, aby przetrwać w tych trudnych czasach, mówi dr Damour. Zdecydowanie poleca stworzenie harmonogramu, który obejmuje zarówno czas na zabawę, możliwość kontaktu telefonicznego z przyjaciółmi, a także czas „wolny od technologii” i czas na prace domowe. Musimy zastanowić się, co dla nas jest ważne i zbudować strukturę, która to odzwierciedla. Dużym wsparciem dla naszych dzieci będzie zapewnienie przewidywalnego dnia i świadomości, kiedy powinny się uczyć lub pracować w domu, a kiedy mogą się bawić.

Dr Damour sugeruje, aby dzieci w wieku 10-11 lat lub starsze zaangażować w przygotowanie planu dnia. Wtedy dajemy im możliwość zastanowienia się nad czynnościami, które chciałyby wykonywać, a następnie pracujemy wspólnie nad ostatecznym kształtem harmonogramu. Jeśli chodzi o młodsze dzieci, to najlepiej zaplanować ich dzień tak, aby najpierw zacząć od obowiązków (szkolnych i domowych), a następnie przeznaczyć czas na zabawę. W przypadku niektórych rodzin robienie planu na początku każdego dnia będzie najlepsze dla dzieci. Inne rodziny mogą uznać, że dobrze będzie zacząć dzień nieco później po spaniu i wspólnym śniadaniu. W przypadku rodziców, którzy nie są w stanie nadzorować swoich pociech w ciągu dnia, najlepiej porozmawiać o harmonogramie z osobą, która opiekuje się nimi i wypracować wspólny plan.

3. Pozwól dziecku odczuwać emocje

Wraz z zamkniętymi placówkami edukacyjnymi, odwołano szkolne przedstawienia, koncerty, mecze i zajęcia, w których dzieci uczestniczyły na co dzień. Dr Damour radzi, aby po prostu pozwolić dzieciom na smutek: my, dorośli, patrzymy na tę sytuację z perspektywy naszego życia i doświadczeń, a dla nastolatka to poważne problemy. Wspieraj i okaż zrozumienie dla ich smutku i złości z powodu strat, które opłakują. Jeśli masz wątpliwości jak się zachować, to empatia i wsparcie są najlepszym rozwiązaniem.

4, Sprawdź, jakie informacje o koronawirusie docierają do Twoich dzieci

W mediach krąży wiele nieprawdziwych informacji na temat koronawirusa. Sprawdź, co usłyszało Twoje dziecko lub co uważa za prawdę. Nie wystarczy podać dziecku faktów, ponieważ jeśli uznało za prawdę coś co usłyszało wcześniej i połączy to z nowymi informacjami od Ciebie – może dojść do nieporozumienia. Dowiedz się, co Twoje dziecko już wie i wspólnie rozprawcie się z mitami, radzi dr Damour. Jeśli dzieci mają pytania, na które nie znasz odpowiedzi, możecie wspólnie odwiedzić strony internetowe wiarygodnych instytucji państwowych lub organizacji takich jak UNICEF czy Światowa Organizacja Zdrowia.

5. Stwórz okazje do wspólnego spędzania czasu

W przeżywaniu trudnych emocji bardzo ważna jest równowaga między rozmową o naszych odczuciach, a znajdywaniem rozrywki, która pozwoli rozproszyć myśli. Co kilka dni możecie spędzać wieczór na wspólnej zabawie lub gotować razem posiłki. Nastoletniemu dziecku daj trochę swobody, jeśli chodzi o czas spędzony w telefonie i na mediach społecznościowych. Dostęp ten jednak nie powinien być nieograniczony. Zapytaj swojego nastolatka, jak możecie sobie z tym poradzić? Niech zaproponuje harmonogram korzystania z telefonu i wspólnie zastanówcie się nad planem dnia, radzi dr Damour.

6. Kontroluj swoje zachowanie

To oczywiste, że dorośli są także zaniepokojeni sytuacją związaną z koronawirusem. Jednak ważne, żebyśmy zrobili wszystko, co w naszej mocy, aby nie dzielić się z dziećmi swoimi lękami i nie okazywać obawy. Może to oznaczać powstrzymywanie emocji, co dla wielu okaże się bardzo trudne. Pamiętajmy, że to rodzice zapewniają swoim dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Tę sytuację możemy porównać do jazdy samochodem, gdzie dzieci to pasażerowie, a my prowadzimy auto. Nawet jeśli odczuwamy niepokój, nie możemy pozwolić, aby udzielił się on najmłodszym, dodaje dr Lisa Damour.

Pamiętajmy… o sobie

Musimy jednak pamiętać, aby w pierwszej kolejności zadbać o siebie i nie zapominać o tym w trudnych chwilach. Musimy mieć siłę i zasoby aby wspierać nasze dzieci, dlatego nasz stan psychiczny jest równie ważny. Dbajmy o dietę, odpoczynek, sen i ruch, rozmawiajmy z rodziną i swoimi przyjaciółmi. Wsłuchajmy się w siebie, nazywajmy emocje, które nam towarzyszą. A jeśli wciąż odczuwamy trudności i czujemy, że one nas przerastają – warto skonsultować się ze specjalistą. Często taka rozmowa pomaga nam wrócić na dobre tory.

W podcaście Radio Wyspa Dzieci nagraliśmy rozmowę z psycholog dr Dorotą Wiszejko-Wierzbicką o tym jak możemy zadbać o siebie i swoje dzieci w tych trudnych czasach. Zapraszamy do jej wysłuchania!

Aby posłuchać tej rozmowy kliknij tutaj:

Rodzina czy praca?

Rodzina czy praca? Nie muszę wybierać!

Jak być matką kilkorga dzieci i pracować zawodowo? Czy można posiadać czwórkę lub więcej dzieci i pracować zawodowo? Czy da się pogodzić rolę matki, pracownika, szefa? Co ma kluczowe znaczenie w godzeniu tych ról? Są kobiety, które znakomicie łączą obie role, spełniają się zawodowo i rodzicielsko a przy tym są po prostu szczęśliwe. Jak to osiągnęły?

 

Z urodzeniem kolejnego dziecka, aktywność zawodowa kobiet w Polsce maleje. Wskaźnik  aktywności zawodowej kobiet z jednym dzieckiem wynosi 72,1%, z dwójką 70,2%, z trójką dzieci i więcej już tylko 57,7%. U mężczyzn wynosi on ponad 80% i nie zmienia się wraz z liczbą dzieci.

 

Świat się zmienia, a tempo tych zmian jest coraz większe. Obok technologii, która zmienia nasze życie i otoczenie biznesowe, następują też ogromne zmiany społeczne. Ostatni czas należy do kobiet – liczba materiałów prasowych oraz badań na temat równouprawnienia kobiet, ich aktywności zawodowej oraz wpływu na gospodarkę i świat jest ogromna i stale rośnie. Firmy borykające się z brakiem pracowników coraz częściej patrzą w kierunku kobiet widząc w nich wysoko wykwalifikowanych pracowników. Prześcigają się w liczbie programów promujących kobiety, wspierających ich rozwój, ułatwiających im godzenie roli pracownika i matki. Słowo diversity (z ang. różnorodność) robi obecnie ogromną karierę i oprócz wartości samej w sobie, związanej z równością i sprawiedliwością społeczną, jest kluczem do większej efektywności, innowacyjności i uzupełnienia braków w strukturze zatrudnienia.  Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, współczynnik dzietności na jedną kobietę wyniósł w 2017 1,45. Aby można mówić o zastępowalności pokoleń, potrzebujemy przynajmniej wyniku na poziomie 2,1.  Jak często można spotkać kobiety, które pracują w pełnym wymiarze godzin i mają czwórkę lub więcej dzieci? Okazuje się to bardzo trudne a najtrudniejsze w korporacjach. Czyżby w korporacjach taki układ nie był możliwy do zrealizowania?

 

Kobiety kluczowym zasobem gospodarki

Szefowa globalnych analiz politycznych Citigroup Tina Fordham twierdzi, że w ciągu najbliższej dekady wpływ kobiet na globalną gospodarkę będzie co najmniej tak znaczący, jak wpływ ponad miliardowych populacji Chin i Indii,  jeśli nie większy. Natomiast prezes Banku Światowego Jim Yong Kim w jednych ze swoich przemówień powiedział, że jeśli zapewnilibyśmy edukację podstawową każdej dziewczynce na świecie, przychód globalnej gospodarki wzrósłby diametralnie. W Polsce i w krajach rozwiniętych dostęp do edukacji nie jest problemem. Jednak mimo, iż kobiety stanowią niemal połowę absolwentów wszystkich kierunków biznesowych, to w dalszym ciągu ich aktywność zawodowa jest mniejsza niż mężczyzn, zarabiają mniej od swoich kolegów oraz rzadziej piastują kierownicze stanowiska. W Polsce kobiety średnio zarabiają mniej od mężczyzn o 7,5 proc., choć różnice między sektorami gospodarki są znaczne (np. bankowości ta różnica wynosi aż 36 proc.). Czym wyższe też stanowiska, tym rozdźwięk miedzy zarobkami kobiet i mężczyzn jest większy. Globalnie mimo tego, że kobiety są lepiej wykszatłcone stanowią tylko 6,4 proc. prezesów firm z listy Fortune 500.

 

Statystyki bez złudzeń

Dlaczego wykształcone kobiety nie wykorzystują swojego potencjału i decydują się zostać w domu, aby poświęcić się opiece nad dziećmi? Z urodzeniem kolejnego dziecka, aktywność zawodowa kobiet w Polsce maleje. Jak podaje Eurosat, wskaźnik  aktywności zawodowej kobiet z jednym dzieckiem wynosi 72,1 proc., z dwójką 70,2 proc., z trójką dzieci i więcej już tylko 57,7 proc. U mężczyzn wynosi on ponad 80 proc. i nie zmienia się wraz z liczbą dzieci.

W 2016 roku pracujące kobiety lub aktywnie poszukujące pracy stanowiły 64 proc. (u mężczyzn ten wskaźnik wyniósł 80 proc.).  Jedną z głównych przyczyn i barier w aktywności kobiet jest niepłatna praca kobiet w postaci zajęć domowych, opieki nad domem czy osobami starszymi i dziećmi. Według OECD kobiety spędzają dwa razy więcej czasu dziennie niż mężczyźni wykonujący swoje obowiązki.  Według badań socjolożki dr Katarzyny Suwady z UMK kobiety codziennie poświęcają na opiekę nad rodziną i dziećmi średnio 5 godzin. To bardzo dużo czasu, biorąc pod uwagę fakt, że pracując na cały etat spędzamy w pracy 8 godzin dziennie. Posiadanie dużej rodziny zwiększa liczbę obowiązków – o ile zrobienie większej kolacji można nazwać „skalowaniem” tej samej czynności, o tyle liczba zebrań, przedstawień dzieci w szkole czy przedszkolu, ilość czasu przeznaczonego na rozmowę, przytulanie czy czytanie książki, wzrasta nieubłaganie wraz z liczbą dzieci.

 

Partnerstwo przede wszystkim

Zapytaliśmy kobiety, które są aktywne zawodowo i mają minimum czwórkę dzieci, co pomaga im łączyć role matki, pracownika czy szefa, a co znacznie to utrudnia.  Jako najistotniejszy czynnik w pogodzeniu kariery zawodowej z macierzyństwem, wszystkie respondentki wymieniły postawę swojego partnera. Bez partnerskiej relacji opieka nad liczną rodziną nie byłaby możliwa.  Równy podział obowiązków domowych oraz uznanie istotności pracy zawodowej swojej partnerki podawano jako podstawowy argument. Małgorzata Bartler, HR-owiec z dużym doświadczeniem w korporacjach uważa, że kobiety często nie podejmują ambitnych projektów lub nie decydują się na awans, ponieważ nie mają wsparcia ze strony swoich partnerów, bądź ich zgody na dalszy rozwój zawodowy.  Wsparcie od męża jest istotne, ale też niezwykle ważna jest pomoc rodziny – szczególnie dziadków. Respondentki wymieniają pomoc w opiece nad dziećmi ze strony dziadków, jako istotne wsparcie. Jeśli nie ma się blisko dziadków, konieczne jest wsparcie zaufanej opiekunki. Nie do przecenienia jest też opinia, jaką o karierze swojej córki ma jej matka. Jeśli rozumie ona i wspiera wybory córki, a nie krytykuje i wylicza negatywne konsekwencje dla dzieci, wówczas realizowanie się zawodowo jest znacznie łatwiejsze. Badanie amerykańskiej profesor Kathleen McGinn z Harvard Business School wykazały, że córki pracujących matek z większym prawdopodobieństwem są również aktywne zawodowo, oraz – co więcej – mają większe szanse na zajmowanie wyższych stanowisk w organizacji i większe zarobki.

 

Wsparcie mojego męża i jego pomoc na każdym kroku są nieocenione. To, co wypracowaliśmy wspólnie, to prawdziwie partnerska relacja. I jego i moje sprawy są równie ważne. Dzieci są nasze wspólne, więc zajmowanie się nimi to nasza wspólna sprawa. Kiedy mam bardziej gorący okres w pracy, to mój mąż zajmuje się dziećmi w większym stopniu. Nie ma  z tym najmniejszego problemu. Ja się rewanżuję, kiedy mam okazję.

Sylwia Ziemacka

Dyrektor zarządzająca Poland Today, firmy medialnej zajmującej się promowaniem Polski na arenie międzynarodowej, mama czterech synów

Pora na wzajemne wspieranie się

Zazwyczaj kobiety mało się wspierają, mają słabą sieć kontaktów, bo nie potrafią, nie doceniają jej oraz nie mają czasu jej budować. Ciężko im przychodzi również proszenie o pomoc.

Wsparcie emocjonalne innych kobiet pracujących (lub nie) jest bardzo ważne – wspominają o tym respondentki. Możliwość rozmowy na temat trudności i wyzwań z jakimi borykają się pracujące matki oraz przede wszystkim poczucie, że nie są same, że inne kobiety też mają podobne problemy, przynosi ulgę i energię do dalszego działania. Istnieją organizacje i grupy nieformalne dla pracujących mam, często pracodawcy organizują takie spotkania. Warto jest z nich korzystać i dzielić się doświadczeniami, rozwiązaniami i wspierać wzajemnie w trudnych sytuacjach.

Każda z dwóch opcji: bycie pracującą lub niepracującą kobietą, ma swoje dobre i złe strony, a wybór opcji jest indywidualną decyzją kobiety. Podcinanie sobie skrzydeł krytycznymi uwagami na temat tego, jak samotne czy nieszczęśliwe są dzieci matek pracujących, do niczego nie prowadzi. Pojednanie i pomaganie sobie może pomóc zarówno kobietom z jednej, jak i drugiej grupy. Być może zaowocuje to nowymi rozwiązaniami i inicjatywami lokalnymi, które pomogą kobietom na zwiększenie aktywności zawodowej.

Brytyjska premier, Margaret Thatcher powiedziała kiedyś, że „kobieta jest jednym wielkim wyrzutem sumienia”. Każda pracująca matka musi poradzić sobie z wyrzutami sumienia, jakie jej towarzyszą, a presja społeczna czy przyjęte role społeczne kobiet, wcale jej w tym nie pomagają.

Łącznie roli zawodowej i bycia matką jest dużo trudniejsze, jeśli kobieta ma wyrzuty sumienia, iż realizuje się w pracy zamiast opiekować się dziećmi w domu i gdy nie potrafi rozdzielić tych ról. Dodatkowym obciążeniem jest  potrzeba bycia perfekcjonistką w każdej z tych ról i brak przyzwolenia na „odpuszczenie” lub niezbyt perfekcyjną realizację mniej ważnych obowiązków. Ułatwieniem nie jest niewyrozumiały pracodawca, który preferuje mężczyzn i awansuje ich nawet wtedy, gdy mają niższe kompetencje od kobiety na tym samym stanowisku. Kultura firmy dyskryminująca kobiety zdecydowanie utrudnia łączenie ról zawodowych i bycie matką, po prostu demotywuje do posiadania większej liczby dzieci.

Dorota Snarska-Kuman

Senior partner odpowiedzialna za Dział Audytu Instytucji Finansowych w Deloitte Audyt, mama czwórki dzieci

Stereotypy wciąż silne

Przełamywanie stereotypów jest trudne, ale konieczne jeśli chcemy mieć więcej kobiet na rynku pracy. Zarówno pracodawcy, jak i każdy z nas – kobiety i mężczyźni, musimy przychylniej patrzeć na dzieci w sferze publicznej. Niestety to się jeszcze nie dzieje. Przykład ze swojej praktyki zawodowej podaje architektka Katarzyna Rokicka-Muller. Z jej obserwacji wynika, że mężczyzna pojawiający się na budowie z małym synkiem (np. pan architekt wizytujący plac budowy), pokazujący przy tej okazji dziecku sposób wykonywania swojej pracy, opowiadający o budowie,  jest odbierany pozytywnie – jako wspaniały ojciec, zaangażowany i kochający swoje dziecko. Kobieta w takiej samej sytuacji często jest odbierana zupełnie nieprofesjonalnie i negatywnie.

Próbowałam chodzić na spotkania biznesowe z małym dzieckiem w nosidełku – niestety te spotkania nie powiodły się. Chodziłam na wykłady z dzieckiem w chuście – oczywiście zwracało to uwagę innych, ale na szczęście nie spotykałam się z negatywnymi reakcjami. Dzieci są częścią społeczeństwa i maja prawo przebywać w przestrzeni publicznej, niemowlęta karmione piersią również, nawet jeśli dotyczy to spotkań biznesowych. Dobrze byłoby zdjąć z kobiet presję konieczności poświęcania się dla dzieci, a raczej promować wsparcie dla jednoczesnego bycia matką i realizowania się zawodowo. Wykonywanie mojego zawodu jest moją pasją, z której nie chciałam rezygnować dla wychowywania dzieci.

Katarzyna Rokicka-Müller

Współwłaścicielka pracowni architektoniczna mamArchitekci, mama czwórki dzieci

 

Elastyczny przyjaciel pracującej kobiety

Wszystkie respondentki uważają elastyczny czas pracy jako duże wsparcie w łączeniu kariery zawodowej z życiem rodzinnym. Kobiety prowadzące własne firmy, jako kluczową  przesłankę w podjęciu decyzji o założeniu własnego biznesu, wymieniły możliwość elastycznego czasu pracy. Tak samo kobiety zatrudnione w firmach, elastyczny czas pracy uważają za najbardziej potrzebne rozwiązanie wspierające je w godzeniu roli matki i pracownika.

Innym, cenionym przez kobiety rozwiązaniem, jest wykorzystanie dni wolnych na opiekę w rozbiciu na godziny – rzadko jednak jest to stosowane w firmach, a już na pewno nie w organizacjach państwowych, gdzie pracuje jedna z respondentek, Agnieszka Pajewska. Przy wielodzietnej rodzinie standardowy urlop jest niewystarczający.  Szkoda też wykorzystywać wszystkie dni urlopowe na awaryjne sytuacje, a branie zwolnień lekarskich wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy piastuje się odpowiedzialne stanowisko. Często matki potrzebują tylko pół dnia lub kilka godzin na to, by rozwiązać trudną sytuację, pójść za zebranie do szkoły lub do lekarza – nie trzeba wcale poświęcać na to całego dnia.

 

Gdy pracowałam w korporacji, jednym z dużych banków, bardzo ważnym udogodnieniem była możliwość elastycznych godzin pracy. Mogłam dopasować je do zawożenia i odbierania dzieci z przedszkola/żłobka. Gdy karmiłam piersią, mogłam pracować krócej. Mam koleżanki – mamy, którym pracodawcy umożliwiają pracę zdalną, liczy się zadaniowość, a nie godziny odsiedziane za biurkiem.

Karolina Spasiuk

Współwłaścicielka firmy Bradonna zajmującej się brafittingiem, mama czterech córek

Żłobki, przedszkola, szkoły

Duże wsparcie oferują placówki opieki dla dzieci (żłobki, przedszkola, szkoły), gdzie dzieci mają zapewnioną opiekę, edukację i zajęcia dodatkowe, a godziny ich pracy są dostosowane do nienormowanej pracy zawodowej. Godziny pracy placówek są niezmiernie istotne dla matek samotnie wychowujących dzieci, które nie mogą liczyć na wsparcie partnera, a praca zawodowa jest dla nich koniecznością, gdyż utrzymują swoją rodzinę.

Ważnym aspektem są też inne rozwiązania, takie jak przyzakładowe żłobki i przedszkola czy coworkingi z opieką dla dzieci (w przypadku małych firm prowadzonych przez kobiety). Takim rozwiązaniem może poszczycić się pracownia architektoniczna respondentki Katarzyny Rokickiej-Miller, gdzie przy coworkingu stworzony jest punkt opieki dla dzieci. To rozwiązania zostało dofinansowane przez fundusze unijne.

 

Jestem mamą pięciorga synów i od ośmiu lat wdową. Nie umiem bez szkody dla żadnej z tych funkcji być matką i pracownikiem. Na początku mojej pracy zawodowej moje dzieci były małe i bez problemów wybierałam między opieką nad nimi (np. kiedy chorowały) a obowiązkami w pracy. Dziś nasz dom funkcjonuje inaczej z różnych powodów, ktoś w nim zawsze jest i drobne przeziębienia najmłodszych nie powodują mojej rezygnacji z obowiązków zawodowych.

Agnieszka Pajewska

Urzędnik administracji publicznej, mama pięciu synów

 

Urlop z tatą

Ciekawą koncepcją jest też konieczność dzielenia urlopu rodzicielskiego z tatą dziecka. Roczny urlop macierzyński nie jest oceniany przez ekspertów jako stymulator aktywności zawodowej kobiet. Rok przerwy w pracy to dość długo. Przy dzieleniu urlopu z ojcem dziecka, można osiągnąć dwa cele w jednym. Z jednej strony kobieta może wcześniej wrócić na rynek pracy, z drugiej strony dziecko zostaje z rodzicem przez cały rok. Komisja europejska w czerwcu 2018 podpisała dyrektywę, w której zaleca się we wszystkich krajach członkowskich wprowadzenie obowiązkowego urlopu rodzicielskiego dla ojca dziecka. Bruksela argumentuje ten fakt dążeniem do aktywizacji zawodowej kobiet i do równego podziału obowiązków domowych i rodzinnych między kobietami i mężczyznami, jako realizację równouprawnienia płci. Słowo „obowiązkowe” jest tu kluczowe – jeśli ojciec nie wykorzysta urlopu, matka nie może go przejąć. Ta formuła w pewnym sensie wymusza na ojcach opiekowanie się dziećmi.

Formuła dobrowolności się nie sprawdza. W Polsce w 2017 roku panowie głównie wykorzystują urlop ojcowski (14 dni) – na 403 tys. urodzonych dzieci, urlop ojcowski zdecydowało się wziąć 174 tys. mężczyzn. Na urlop rodzicielski (przejęcie go od kobiety) zdecydowało się tylko 4,2 tys. panów – czyli zaledwie 1proc.

 

Przede wszystkim polubić swoją pracę

Wszystkie respondentki podkreślały w swoich wypowiedziach fakt, że wykonują pracę, którą lubią i jest ona ich spełniłem zawodowym. Jeśli kobieta lubi swoją pracę, trudniej jej będzie z niej zrezygnować, a co za tym idzie, motywacja do szukania najróżniejszych rozwiązań pozwalających połączyć pracę z rodziną jest większa. Rozmówczynie mają poczucie, że osiągnęły sukces zawodowy – niezależnie od zajmowanego stanowiska czy wysokości dochodów. Mają dużą rodzinę i realizują się zawodowo. Podkreślają, że chociaż czasu dla siebie zdecydowanie im brakuje, to są szczęśliwe, że tak potoczyło się ich życie. Czy nie o to właśnie chodzi?

Ten mój własny zawodowy świat daje mi możliwość samorealizacji. Poza tym ja naprawdę bardzo lubię to, co robię, widzę w tym większy sens inicjowania zmian w organizacjach, pokazywania, że człowiek jest naprawdę bardzo ważny. W kilku z nich uruchomiłam programy kobiece i dla rodziców, które naprawdę wpływały na czyjeś życie i dokonywane w nim wybory. Pozytywna energia płynąca od ludzie daję mi siłę do działania.

Małgorzata Bartler

Zajmowała się zarządzaniem HR w takich firmach, jak: Multikino, Play, Alior Bank, mama czterech synów

 

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W CZASOPIŚMIE „PERSONEL I ZARZĄDZANIE”, STYCZEŃ 2019

Mamo, tato – chcę sam!, czyli samodzielność dziecka

Samodzielność warto kształtować w dzieciach od najmłodszych lat – pozwalając im na rozwijanie tej cechy stopniowo i adekwatnie do ich wieku.

Przygotowanie dziecka do samodzielności  jest podstawowym zadaniem rodziców. W chwili narodzin i w okresie niemowlęctwa roztkliwia ich myśl o nieporadności i zależności dziecka.  Z czasem jednak staje się ono co raz bardziej samodzielne. Rodzice mogą wspierać go w tej drodze lub też hamować i uzależniać od siebie.

Do czego wychowujemy nasze dzieci?

To bardzo ważne pytanie! Warto zastanowić się i przeanalizować nasze odpowiedzi – nawet te w myślach… Pozwoli nam to uświadomić  jakie mamy oczekiwania wobec dzieci i jakie stawiamy sobie cele. Jednocześnie odkryjemy nasz system wartości, którym się kierujemy i chcemy przekazać dziecku.

 

Zadanie dla rodzica:

Zrób listę odpowiedzi na pytanie – do czego wychowujesz swoje dziecko?

Czy na liście znajduje się samodzielność? Jeżeli tak, to jesteś w grupie rodziców, którzy mają świadomość, że kiedyś  dziecko odejdzie i będzie żyć własnym życiem.

 

Co nam przeszkadza w dawaniu dziecku szansy na samodzielność?

 

Wspieranie dziecka w samodzielności to niełatwe zadanie! Wymaga od rodziców świadomości przeżywanych trudności i towarzyszących mu w tym uczuć. Wyręczając dziecko uzasadniają swoje działanie w następujący sposób:

  • jest takie roztrzepane, nie poradzi sobie;
  • bardzo się boję, że mu się coś stanie;
  • ma głupie pomysły, może zrobić sobie krzywdę;
  • wydaje mi się, że sobie nie poradzi;
  • inni powiedzą, że się nim wyręczam;
  • myślę, że to za trudne dla niego;
  • jeszcze się w życiu napracuje;
  • ono jest jeszcze takie małe;
  • sama zrobię to szybciej;
  • sama zrobię to lepiej;

 

Zadanie dla rodzica:

Z podanych powyżej uzasadnień wybierz to, które jest ci najbliższe. Zastanów się, jakie uczucia się za tym kryją. Czy to jest złość, współczucie, strach czy obawa. Jeśli obawa to o siebie czy o dziecko?

 

Jaki budujemy w dziecku obraz samego siebie nie pozwalając mu na samodzielne działania?

 

Każde działanie rodziców, to co do dziecka mówią i na jakie doświadczanie mu pozwalają, ma wpływ na to, jaki będzie mieć obraz samego siebie.

Co myśli dziecko o sobie, kiedy rodzice  do niego mówią:

  • daj, zawiąże ci buty, bo nie potrafisz;
  • zostaw naczynia, bo jeszcze je pobijesz;
  • daj, sama to zrobię, będzie szybciej;
  • zrób siusiu, bo później nie będzie gdzie;
  • nie graj w piłkę z tymi chłopakami, bo zrobią ci krzywdę;
  • zejdź z tej drabinki, bo spadniesz;
  • daj, narysuję za ciebie, bo ci nie wychodzi.

 

Mówiąc do dziecka w ten sposób oznajmiamy mu, że sobie nie radzi, że nie potrafi, że jest nieporadne, że jest zagrożone. Tak właśnie zaczyna o sobie myśleć.  Słysząc często takie słowa zbudujemy w dziecku przekonanie, że nie warto nic robić, bo i tak mu się nie uda.

Ważne – często rodzice nic nie mówią głośno (ale jednak myślą w głowie) do dziecka tylko go wyręczają dokładnie z tych samych powodów. Pamiętajmy, że przekaz jest dokładnie taki sam jakbyśmy to wypowiadali. Dziecko czuje, że według swojego rodzica sobie nie radzi i potrzebuje pomocy.

 

Zadanie dla rodzica:

A ty co mówisz swojemu dziecku, kiedy ono próbuje o własnych siłach zmierzyć się z zadaniem?

Wspieranie dziecka w samodzielności!

 

Są dwa rodzaje samodzielności: samodzielność funkcjonalna polegająca na samodzielnym wykonywaniu czynności  życiowych oraz samodzielność w podejmowaniu decyzji.

Obydwie są bardzo potrzebne w życiu codziennym i można je wspierać na każdym etapie rozwoju dziecka.  Wiąże się to z koniecznością podjęcia przez rodzica ryzyka: związanego ze szkodą materialną (rozlaniem herbaty na biały dywan), czasową (spóźnieniem się do pracy) czy też  podjęciem ryzyka emocjonalnego (przeżywaniem rozczarowania dziecka w przypadku nietrafionego wyboru szkoły, kolegi).

Uniemożliwianie dziecku samodzielnego działania jest wyrządzaniem mu krzywdy. Kiedyś bowiem  będzie musiało żyć bez oparcia rodziców.

Jakie są więc metody wspierania dziecka w samodzielności?

  • Dawaj mu  szansę dokonywania wyborów.

Na każdym etapie rozwoju dziecka są takie obszary jego aktywności, w których może ono bezpiecznie podejmować decyzję np. chcesz mieć rozpuszczone włosy czy zaplecione warkocze?

Będziesz odrabiał lekcje teraz czy po zajęciach w klubie?

Pozwól mu na ponoszenie konsekwencji, tak aby mogło zauważyć, że każdy wybór ma złe i dobre strony.  Umożliwienie dziecku decydowania (w zakresie odpowiednim do jego dojrzałości) poszerza jego kontrolę nad swym życiem.

  • Wspieraj dziecko w zmaganiach.

Gdy mu coś nie wychodzi, wystrzegaj się określania, że to coś jest łatwe. Pomożesz mu, gdy podpowiesz sposób na poradzenie sobie z trudnością. Zamiast „to zadanie jest bardzo łatwe” powiedz: „zobacz, czy na lekcji robiliście podobny przykład i spróbuj zrobić podobnie”. Twoje zdanie, że dana czynność jest łatwa, w przypadku wykonania jej, zmniejszy wartość tego, co dziecko zrobiło. W sytuacji porażki poczuje się ono winne, że nie wykonało czegoś tak bardzo łatwego. Nie zapominaj o docenieniu wysiłków dziecka. W ten sposób budujesz w nim zaufanie do samego siebie i odwagę w zmaganiu się z trudnościami.

  • Gdy dziecko zadaje  pytanie, zachęcaj go do poszukania odpowiedzi na nie.

To dobry sposób na poprowadzenie rozmowy z dzieckiem o nurtujących go sprawach. Np. gdy ono pyta, czy zawsze trzeba być posłusznym i słuchać dorosłych, zapytaj go co myśli  na ten temat. Często dziecko zna odpowiedź, ale chce sprawdzić czy ma rację. To metoda uczenia samodzielnego dochodzenia do prawdy.

  • Zachęcaj dziecko do korzystania z cudzych doświadczeń.

Korzystanie z doświadczeń innych ludzi to ważna umiejętność, która w życiu dorosłym pomaga nam nie powielać błędów i nie tracić czasu na odkrywanie ponownie czegoś , co już jest poznane.  Np. na pytanie, jak mam zapisać się do sekcji żeglarskiej, zaproponuj aby zapytał się kolegi, który już uczestniczy w takich zajęciach.

  • Buduj w dziecku wiarę w swoje możliwości.

Powstrzymuj się od krytykowania pomysłów dziecka na to, kim będzie w przyszłości, co będzie robiło, co chce zdziałać. Często dorośli mając już doświadczenie życiowe usiłują urealniać wyobrażenia dziecka. W ten sposób chcą je ochronić. Np. na stwierdzenie małego człowieka, który boryka się ze zdrowiem, że będzie ratował ludzi z pożaru, rodzic odpowiada: jesteś słaby, nie masz takiej siły jaka jest potrzebna, aby być strażakiem.  W takiej sytuacji lepiej porozmawiać o samym zawodzie i  pragnieniach dziecka.

Czas na KOLONIE?

Jak co roku maj i początek czerwca to dla nas okres intensywnych przygotowań do kolonii i półkolonii. Co roku odpowiadamy na dziesiątki maili i telefonów na temat naszych wyjazdów wakacyjnych. Jednak najczęściej pojawiającym się pytaniem jest to o gotowość dziecka na pierwszy samodzielny wyjazd, czy to pierwsze kolonie czy, w przypadku jeszcze młodszych dzieci – pierwsze półkolonie.

Pisałyśmy o tym już kilka razy (klik!)dziś chciałabym przypomnieć o tym co oznacza „pierwszy samodzielny wyjazd” i dlaczego jest dla dziecka tak ważny.

Nie tylko kolonie

Pamiętajmy o tym, że samodzielny wyjazd to niekoniecznie pierwsza kolonia. Często zdarza się, że na naszych turnusach pojawiają się dzieci, dla których obóz letni to pierwsza w życiu noc spędzona poza domem! To pierwszy raz kiedy dziecka do snu nie kładzie mama czy tata. Warto zadbać o to, by jednak taka sytuacja nie miała miejsca. Weekend u dziadków czy półkolonie to dobry start, rzucanie dziecka na głęboką wodę wyjazdu wakacyjnego to niekoniecznie najlepszy pomysł. Dobrze zacząć powoli, mniejszymi krokami.

Wyjazd to nie tylko noc bez mamy

Wyjazd na kolonie jest trochę jak pierwszy tydzień w szkole – dziecko musi poznać naraz wiele nowych osób, nowe zasady, musi odnaleźć się w grupie. To bardzo ważna lekcja zachowań społecznych, ale też duże wyzwanie. Warto dziecku pomóc poradzić sobie z tą sytuacją. Na nasze kolonie zawsze można swoje dziecko przywieźć – to ważne zarówno z perspektywy rodzica, który ma okazję zobaczyć ośrodek, warunki i otoczenie, jednak równie ważne dla dziecka, które ten pierwszy krok w nieznane może wykonać trzymając za rękę mamę czy tatę (dosłownie lub tylko w przenośni, szczególnie w przypadku trochę starszych dzieci J). Tak jest zwyczajnie łatwiej. Dobrze też gdy uda się zorganizować koleżankę lub kolegę, kogoś kogo dziecko już zna, z kim razem będzie mogło odkrywać tę nową sytuację.

Moc atrakcji

Pod wpisem na facebook’u znajomej bloggerki przeczytałam ostatnio, że pewna mama nie wyśle na pewno nigdy dziecka na kolonie, bo pamięta, że jako dziecko widziała takie turnusy i bardzo współczuła obecnym na nich dzieciakom nudy. Sama pamiętam, że jako dziecko na obozie z zakładu pracy mojej mamy  potwornie się nudziłam – nie było tam kompletnie nic do roboty, raz czy dwa razy dziennie zajęcia i wieczorne konkursy talentów czy ogniska. Nie wiem czy takie wyjazdy dla dzieci są jeszcze organizowane, w każdym razie te które znam wyglądają zgoła inaczej. Plan pracy kolonii Wyspy Dzieci pisany jest na kilka miesięcy przed wyjazdem, a każdy dzień to kilka bloków zajęć. Nie ma czasu na nudę, nie ma czasu na tęsknotę (ba, czasem nie ma nawet czasu na popołudniowy telefon do mamy, bo oprócz zajęć planowych dzieci co i rusz wymyślają wspólne aktywności – zobaczcie zresztą sami – klik!)

Może zacząć od półkolonii

Często rodzice obawiają się, że ich dziecko na kolonii sobie nie poradzi. Rozwiązaniem pośrednim, dającym dziecku szansę sprawdzić się w nowej sytuacji społecznej, a rodzicom przyzwyczaić się do myśli, że jest już ono wystarczająco samodzielne, są półkolonie. Takie organizowane w miejscu pracy to przy okazji ogromne ułatwienie dla rodzica-pracownika (klik i klik). To rozwiązanie godne rozważenia, szczególnie dla tych, którzy mają obawy co do kolonii. Warto wybrać półkolonie, których program będzie ciekawy i atrakcyjny dla dziecka, nie tylko siedzenie w szkole czy świetlicy i jednorazowe wyjścia, bo po takim turnusie dziecko może się tylko zniechęcić do kolonii.

Najważniejsze jest nastawienie

Tak jak wspomniana mama z facebook’a od początku założyła, że dla jej dzieci kolonie to nie będzie atrakcyjna propozycja, tak jeżeli my-rodzice z góry przyjmiemy pozytywne nastawienie do wyjazdu wakacyjnego czy półkolonii – dzieci przyjmą za pewnik, że musi być fajnie. Skoro tata tak mówi! Dla dziecka ważny jest komunikat od rodziców „dasz radę!”, „będzie super!!’, ważne żeby nie widziało obawy ze strony opiekunów, bo skoro dorosły się boi, to jak ja, mały człowiek, mam się nie bać. Kolonie to naprawdę wspaniała przygoda, wyzwanie tak dla nas, jak i dla naszych dzieci. Ale musimy im dać je podjąć. Przypomina mi się obrazek, który idealnie wpasowuje się na koniec tego wpisu. Pozwólcie dzieciom być samodzielnymi!

Obrazek – Katarzyna Niewiadomska – http://www.niewiadomska.com/rysuje/

 

Bez odbioru! Zaczynam wakacje!

Czy umiesz spokojnie wyjechać na urlop? A może wsiadając do samolotu odświeżasz skrzynkę mailową, żeby złapać ostatnie połączenie z Internetem? Czy jak tylko promienie słoneczne budzą Cię na greckiej wyspie pierwsze co robisz, to sprawdzenie maila? Jeśli tak, to tych pięć tricków musisz zastosować sam wobec siebie!


1. Unplugged – rezygnacja z Internetu na urlopie! Wiem, że to trudne. Urlop to czas dla siebie, czas na wyciszenie, skupienie się na tym co najważniejsze, zresetowanie. Niestety Internet temu nie sprzyja, dając nam dostęp do mediów społecznościowych i komunikatorów dzięki, którym współpracownicy mogą się z nami porozumieć. Nie ryzykuj włączając Internet J
2. Mili Państwo jadę na urlop! – poinformuj wszystkich swoich klientów, pracowników, przypomnij szefowi, w jakim okresie będziesz na urlopie. Dzięki takiej informacji oszczędzisz sobie telefonów – „Przepraszam, życzę miłego urlopu, zadzwonię za tydzień”. Jeśli mimo wszystko Twój sposób pracy wymaga od ciebie bycia pod telefonem, w miarę możliwości wyznacz tylko jedną osobę, która w razie „pożaru” może się z Tobą kontaktować.
3. Posprzątaj po sobie – załatw wszystkie pilne sprawy przed urlopem, nawet kosztem zostania po godzinach, w miarę możliwości nie rozpoczynaj nowych projektów przed urlopem, a projekty rozpoczęte postaraj się doprowadzić do końca. Jeśli to niemożliwe poukładaj sprawy, uporządkuj, zrób harmonogram prac po powrocie. Tak przygotowany „plan pracy” zapewni tobie i współpracownikom spokój.
4. Bez odbioru – większość z nas posiada telefony służbowe, dzięki którym nasi kontrahenci, współpracownicy kontaktują się z nami. Zabieramy je do domu, odbieramy wieczorami, często poza pracą, ale nie w wakacje. Zostaw telefon w domu, na wszelkie wiadomości odpiszesz, oddzwonisz później – spokojny czas bez dreszczyka przechodzącego przez plecy na dźwięk telefonu jest bezcenny.

5. Jak wiadomość to tylko gołębiem pocztowym  – według badań z 2017 przeprowadzanych przez HUMAN POWER 48% z nas sprawdza maile służbowe w czasie prywatnym. Nie rób tego! Sama wiem jak to jest: kładę się do łóżka i tylko na chwileczkę otworzę maila, następnie przeczytam tylko tytuł, a po minucie jestem po treści całego maila…
A jeszcze wiadomość przeczytana w środku nocy potrafi podnieść skutecznie ciśnienie, na urlopie też. Jeśli masz w zwyczaju sprawdzanie firmowej poczty na telefonie, najlepiej usuń całą aplikację z telefonu. Nawet jak będzie Cię kusić by tylko rzucić okiem – nic z tego;).

Każdy ma swoje triki, które stosuje, aby przez parę dni być poza zasięgiem i odpocząć. Wypróbuj powyższe, a może i Tobie uda się skutecznie odciąć od pracy w te ciepłe dni.

Jak pomagać dziecku w uczeniu się?

Minął kolejny miesiąc nauki szkolnej naszych dzieci. Niektórzy rodzice doświadczają tego faktu boleśnie. Inni nawet nie zauważyli, ze coś się zmieniło, bo ich pociechy uczą się tak mimochodem. Większość natomiast jest zaangażowana w proces uczenia się a to pomagając w odrabianiu lekcji, a to martwiąc się ich trudnościami poszukując pomocy w ich przezwyciężeniu.

Przeczytałam więc garść informacji na temat uczenia się i nauczania. Zainteresowało mnie takie stwierdzenie, że wprowadzenie do dydaktyki zdobyczy neuropedagogiki spowoduje, że nie będzie dzieci z trudnościami w nauce. Wykorzystanie wiedzy na temat funkcjonowania mózgu oraz uwzględnianie w strategii uczenia się rodzaju inteligencji dziecka to postulat skutecznej dydaktyki XXI wieku. Okazuje się bowiem, ze są różne rodzaje inteligencji w zależności, która część mózgu jest bardziej rozwinięta, sprawniejsza. Pojawiło się pojęcie inteligencji wielorakiej. Nie wgłębiając się w podstawy nowej dyscypliny przytoczę kila sformułowanych przez nią wymogów, które trzeba spełnić, aby „mózgowy” proces nauczania i uczenia się był efektywny.  Warto je wziąć do serca i może zmienić coś we własnej postawie wobec dziecka, które zmaga się z edukacją szkolną.

  1. Zrozumiały i jasny cel nauczania i uczenia się. Okazuje się, że motywacja do uczenia się wzrasta wraz ze świadomością po co się czegoś uczymy. Jeżeli przyświeca nam jasny cel naszych wysiłków, na efekty nie trzeba długo czekać. Wytłumaczenie dziecku dlaczego się uczy matematyki, geografii czy też fizyki wymaga od nauczającego nie lada umiejętności w pokazywaniu związków teorii z praktyka, jej zastosowania w codziennym życiu człowieka. Wymaga również wiedzy na temat potrzeb ucznia, zainteresowań, tego co jest dla niego ważne.
  2. Motywująca rola zainteresowania. Ciekawość jest najlepszym czynnikiem sprzyjającym zapamiętywaniu treści, kreuje pozytywne nastawienie do uczenia się. Wzbudzanie w dziecku zainteresowania wymaga więc od rodziców, nauczycieli dużych umiejętności. Najlepiej jakby sami byli pasjonatami zdobywania wiedzy na określony temat.  Wówczas w sposób naturalny zarażają dziecko ciekawością świata.
  3. Powtarzanie. Nie jest to nic odkrywczego ale postulat ten we współczesnym edukacji często jest podważany, nie doceniany. Wg neurodydaktyki im częściej nerwowe obwody będą się ze sobą kontaktować, tym wiedza będzie lepiej zapamiętana.
  4. Uaktywnienie większej liczby zmysłów. Im więcej zmysłów uaktywniamy w procesie poznawania, tym lepiej przebiega proces przetwarzania informacji w mózgu. Stąd postulat angażowania wzroku, słuchu, dotyku w poznawaniu świata. Co raz częściej muzea mają interaktywny charakter. Można dotknąć eksponatu, zrobić doświadczenie, wysłuchać wykładu i do tego popatrzeć na wizualną prezentację problemu.
  5. Dbałość o wykorzystanie emocji. Każdy z nas ma takie doświadczenie ze szkoły, ze bojąc się trudno było mu przypomnieć sobie wiedzę, która w dniu poprzednim zapamiętale wkuwał do głowy. Strach i nadmierna presja przynoszą odwrotny skutek. Natomiast radość z poznawania, entuzjazm z odkrycia nowego sprzyja zapamiętywaniu i wykorzystywaniu wiedzy w wielu innych okolicznościach. Pomagając dziecku w odrabianiu lekcji ujawniaj więc dobre emocje. Ciesz się , że z nim się uczysz, ciesz się, że robi postępy. To da efekt!
  6. Sprzężenie zwrotne. Uczenie nie daje wyników, jeżeli nie występuje potwierdzenie sprawności uczenia się. Inaczej mówiąc dziecko musi widzieć efekt swoich wysiłków. A to w postaci pozytywnych stopni, a to w postaci informacji płynącej od innej osoby. Dlatego też na efekt uczenia się ma wpływ jego chwalenie.
  7. Stosowanie przerw w procesie uczenia się. Wyjaśniając tę zasadę posłużę się cytatem z książki Erich Petlák  „Neuropedagogika i neurodydaktyka –tendencje XXI wieku.  „Chemia mózgu potrzebuje czasu i spokoju, aby mózg mógł przetworzyć informacje. Jest to faza swoistej „konsolidacji” — stabilizacji, upewnienia. Faza spokoju to może być sen, gra, słuchanie muzyki i inne czynniki, które nie powinny mieć wpływu na przyswajanie informacji; ważne, by nie została naruszona konsolidacja i by mózg mógł przetworzyć informacje oraz zachować je w pamięci”
  8. Nauczanie i uczenie się systematyczne, z postępem. Ta zasada nie wymaga specjalnego wyjaśnienia. Jest ona dobrze znana nam wszystkim, którzy pomyślnie przeszli drogę edukacji.

Uczenie się i poznawanie świata to fascynująca przygoda życia! Aby stało się to doświadczenie udziałem naszych dzieci, trzeba wzbudzić w sobie pragnienie poznawania i czerpać radość z odkrywania nowego, entuzjazm ze zmagania się z własnymi ograniczeniami. Dobry przykład to najważniejsza metoda wychowywania. Na początek poradziłabym rodzicom zachować spokój pomagając dziecku w lekcjach  i zarezerwować na to czas  planując codzienne zajęcia aby zapewnić sobie i jemu komfort uczenia się.