Wyspa Dzieci

Półkolonie w RBS

Półkolonie dla dzieci – chwila oddechu od obowiązków i pomoc dla pracującego (ciężko:)) rodzica.

Połowa lipca, warszawski biurowiec, a w nim słychać radosne rozmowy, śmiechy i tuptanie małych nóżek. To znak – w firmie rozpoczynają się półkolonie dla dzieci!

W RBS jak co roku już od 9 lat z początkiem lata wyruszyły letnie półkolonie. Pracownicy-rodzice przychodzą do pracy ze swoimi dziećmi i powierzają je pod opiekę wykwalifikowanym opiekunom  z firmy Femmeritum właściciela marki Wysp Dzieci, pod którą organizowane są półkolonie.

W tym roku odbyło się 8 turnusów półkolonii letnich, a dzieci realizowały dwa tematy półkolonii: „Mali Detektywi” oraz „Ciekawe zawody”. Program został dostosowany do wieku dzieci.

Warto też wspomnieć, że RBS wyszedł naprzeciw oczekiwaniom rodziców dzieląc dzieci na grupy wiekowe. Rzadko się zdarza, żeby w firmie był podział na dzieci starsze i młodsze, a dodatkowo z uwagi na wiek dzieci – grupa młodsza ma jednego dodatkowego opiekuna. Dzięki temu opiekunowie mogą prowadzić ciekawe zajęcia, czuwać nad bezpieczeństwem maluchów, a także pomagać potrzebującym tego dzieciom w czynnościach takich jak jedzenie czy ubieranie się. Często są dla maluchów jak ciocie, do których od czasu do czasu w chwilach tęsknoty za rodzicem można się przytulić :).

Warto dodać, że w półkoloniach mogą wziąć udział dzieci z niepełnosprawnościami i dysfunkcjami. Dla dzieci, które potrzebują dodatkowego wsparcia zapewniany jest dodatkowy opiekun, który czuwa nad bezpieczeństwem dziecka, a także pomaga mu uczestniczyć we wszystkich aktywnościach.

Tegoroczne turnusy

„Ciekawe zawody”, to turnus dla młodszych dzieci w wieku 4-6 lat, które często właśnie rozpoczynają swoją półkolonijną przygodę, nierzadko jest to ich pierwsza tego rodzaju rozłąka poza przedszkolem. Podczas trwania tego turnusu półkolonii grupy odwiedziły m.in. manufakturę czekolady, gdzie tworzyły swoje własne czekolady; zwiedziły leśniczówkę i szukały tropów leśnych zwierząt, a także zwiedziły Stadion Legii. Półkoloniści  odwiedzili też Julinek, gdzie dzieci poznawały zawód cyrkowca i bawiły się na całego! Na miejscu przechodziły też mini park linowy, a wychowawcy przyznali, że mimo młodego wieku dzieci były bardzo odważne.

Natomiast dzieci powyżej 7 roku życia wzięły udział w półkoloniach dla „Małych Detektywów”. Podczas turnusu było dużo gier i zabaw związanych z pracą detektywa. Dzieci uzupełniały swoje kartoteki detektywistyczne, w których zapisywały najważniejsze spostrzeżenia z danego dnia półkolonii. Poznały też sylwetki różnych detektywów, a także jeździły na wycieczki m.in. do Radia Kampus czy na Farmę Iluzji. Dla Małych Detektywów ważnym punktem półkolonii była wizyta na komendzie policji. Dzieci poznawały pracę kryminologa, miały możliwość zwiedzenia komisariatu i samochodu policyjnego, obejrzenie monitoringu, a także zostawienia odcisków swoich paluszków! Półkolonistom tak się to spodobało, że dopytywały panią Komisarz, gdzie kupuje się pyłek daktyloskopijny :).

Ankieta wśród rodziców

Zapytaliśmy rodziców, których dzieci uczestniczyły w tegorocznych turnusach co sądzą o tym beneficie. Tata Julii powiedział, że jest to bardzo duże ułatwienie dla pracujących rodziców, bo w wakacje nie działają szkoły, a przedszkola funkcjonują tylko przez jakiś wyznaczony czas. Mama Ali i Mateusza wspomniała, że córka uwielbia te półkolonie i bierze w nich udział już po raz czwarty, a w tym roku dołączył do niej brat. Dodała, że to świetna rzecz i  super inicjatywa, która „dużo ułatwia”. Mama Zuzi, która odbierała dziewczynkę za tatę pracującego w firmie, nadmieniła, iż szkoda, że w jej firmie nie ma takiego benefitu.

Pracownicy chwalili taki rodzaj pomocy ze strony firmy, gdyż dzieci są zadowolone, a oni nie martwią się co zrobić z pociechą przez całe wakacje. Dla pracowników ważnym aspektem jest fakt, że półkolonie dofinansowane są z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, dzięki czemu koszt uczestnictwa dziecka, który ponosi pracownik, jak za taką formę wypoczynku jest stosunkowo niewielki. Część rodziców wspomniała nawet, że gdyby była taka możliwość chętnie zapisaliby swoje dzieci na dwa turnusy – wakacje trwają 2 miesiące, a półkolonie to naprawdę duże odciążenie.

 

Półkolonie w Volkswagen Financial Services

Półkolonie dla dzieci – chwila oddechu od obowiązków i pomoc dla pracującego rodzica.

Połowa lipca, warszawski biurowiec Volkswagen Financial Services, a w nim słychać radosne rozmowy, śmiechy i tuptanie małych nóżek. To znak – w firmie rozpoczynają się pierwsze półkolonie dla dzieci!

Wakacje dobiegły, a w związku z tym czas na podsumowanie tego projektu. Już drugi rok z rzędu nasza firma zorganizowała dwa turnusy półkolonijne dla Pracowników Spółek Volkswagen Financial Services. Pracownicy-rodzice mieli do wyboru dwa terminy, 23-27 lipca oraz 6-10 sierpnia, w każdym po dwie grupy wiekowe, tak, aby program każdej z grup bardziej odzwierciedlał potrzeby dzieci zarówno młodszych, jak i starszych.

Dzieci, które były na lipcowym turnusie zrealizowały program „W świecie Fantazji”, natomiast te z sierpniowego na czas półkolonii zamieniły się w „Małych Detektywów”.

W sumie w „Wakacjach w mieście” organizowanych przez Femmeritum wzięło udział prawie 90 dzieci oraz 12 opiekunów. .

Wraz z koordynatorami z firmy stworzyliśmy ankietę dla rodziców oceniającą jakość tego produktu. Poniżej podsumowanie wyników. (Ankieta była skierowana do pracowników, którzy zapisali dzieci na półkolonie „Mali Detektywi”).

 

WYNIKI ANKIETY

Przede wszystkim, zapytaliśmy o powody korzystania z tego rozwiązania. Jeden z głównych powodów, to brak opieki w okresie wakacyjnym oraz to żeby dziecko nie nudziło się w domu.

Kolejnymi częstymi odpowiedziami był ciekawy pogram oraz to, że dziecku podobały się wakacje w mieście w poprzednim roku. Jak pokazuje nasze doświadczenie – znaczna większość dzieci korzysta z możliwości udziału w półkoloniach w kilku kolejnych latach. Dzieci poznają siebie na wzajem, często opiekunów i czują się na turnusach z sezonu na sezon coraz bardziej „u siebie”.

Z ankiety wynikało też, że dla rodziców bardzo dużą zaletą półkolonii jest logistyka – czyli to, że mogą zabrać pociechę ze sobą do biura i odebrać dziecko z pracy. Następnie pojawiały się taki odpowiedzi jak niski koszt czy różnorodny program.

Wszyscy rodzice biorący udział w naszej ankiecie ocenili półkolonie pozytywnie, przeważająca większość – bardzo dobrze.

To, co jest dla nas bardzo ważne to komunikacja z rodzicami przed i w trakcie trwania turnusu. Wyniki ankiety pokazują, że oceniana jest ona przez rodziców dobrze. Dzięki temu rodzice mają większe poczucie bezpieczeństwa – na bieżąco dowiadują się co dzieje się danego dnia półkolonii, a także w jaki sposób powinni przygotować się na kolejne dni. Komunikacja została oceniona m.in. jako „jasna i przejrzysta”.

Półkolonie to również posiłki. Dzieci dostają drugie śniadanie, dwudaniowy obiad, napoje i owoce. Wyżywienie zostało ocenione jako dobre i bardzo dobre – a to często trudno osiągnąć, gdy trzeba nakarmić małe żołądki 😉.

Wszyscy rodzice zgodnie opisywali, że wrażenia dzieci były bardzo dobre i wracały one do domu zadowolone. W szczególności dzieciom podobała się Farma Iluzji oraz wizyta w komisariacie – nie ma się tu czemu dziwić, nie każdy ma okazję zbierać odciski palców z prawdziwym Komisarzem czy oglądać nagrania z policyjnych monitoringów. A mali półkoliści mieli ku temu okazję :).

100% ankietowanych zarekomendowałaby udział dzieci w półkoloniach organizowanych przez Femmeritum dla Spółek VWFS.

Dzięki wynikom ankiety przeprowadzanej po każdych półkoloniach możemy doskonalić swoją usługę – pojawiło się kilka ważnych sugestii, które na pewno weźmiemy pod uwagę planując turnusy w kolejnych latach. To dla nas bardzo ważne!

Czas na KOLONIE?

Jak co roku maj i początek czerwca to dla nas okres intensywnych przygotowań do kolonii i półkolonii. Co roku odpowiadamy na dziesiątki maili i telefonów na temat naszych wyjazdów wakacyjnych. Jednak najczęściej pojawiającym się pytaniem jest to o gotowość dziecka na pierwszy samodzielny wyjazd, czy to pierwsze kolonie czy, w przypadku jeszcze młodszych dzieci – pierwsze półkolonie.

Pisałyśmy o tym już kilka razy (klik!)dziś chciałabym przypomnieć o tym co oznacza „pierwszy samodzielny wyjazd” i dlaczego jest dla dziecka tak ważny.

Nie tylko kolonie

Pamiętajmy o tym, że samodzielny wyjazd to niekoniecznie pierwsza kolonia. Często zdarza się, że na naszych turnusach pojawiają się dzieci, dla których obóz letni to pierwsza w życiu noc spędzona poza domem! To pierwszy raz kiedy dziecka do snu nie kładzie mama czy tata. Warto zadbać o to, by jednak taka sytuacja nie miała miejsca. Weekend u dziadków czy półkolonie to dobry start, rzucanie dziecka na głęboką wodę wyjazdu wakacyjnego to niekoniecznie najlepszy pomysł. Dobrze zacząć powoli, mniejszymi krokami.

Wyjazd to nie tylko noc bez mamy

Wyjazd na kolonie jest trochę jak pierwszy tydzień w szkole – dziecko musi poznać naraz wiele nowych osób, nowe zasady, musi odnaleźć się w grupie. To bardzo ważna lekcja zachowań społecznych, ale też duże wyzwanie. Warto dziecku pomóc poradzić sobie z tą sytuacją. Na nasze kolonie zawsze można swoje dziecko przywieźć – to ważne zarówno z perspektywy rodzica, który ma okazję zobaczyć ośrodek, warunki i otoczenie, jednak równie ważne dla dziecka, które ten pierwszy krok w nieznane może wykonać trzymając za rękę mamę czy tatę (dosłownie lub tylko w przenośni, szczególnie w przypadku trochę starszych dzieci J). Tak jest zwyczajnie łatwiej. Dobrze też gdy uda się zorganizować koleżankę lub kolegę, kogoś kogo dziecko już zna, z kim razem będzie mogło odkrywać tę nową sytuację.

Moc atrakcji

Pod wpisem na facebook’u znajomej bloggerki przeczytałam ostatnio, że pewna mama nie wyśle na pewno nigdy dziecka na kolonie, bo pamięta, że jako dziecko widziała takie turnusy i bardzo współczuła obecnym na nich dzieciakom nudy. Sama pamiętam, że jako dziecko na obozie z zakładu pracy mojej mamy  potwornie się nudziłam – nie było tam kompletnie nic do roboty, raz czy dwa razy dziennie zajęcia i wieczorne konkursy talentów czy ogniska. Nie wiem czy takie wyjazdy dla dzieci są jeszcze organizowane, w każdym razie te które znam wyglądają zgoła inaczej. Plan pracy kolonii Wyspy Dzieci pisany jest na kilka miesięcy przed wyjazdem, a każdy dzień to kilka bloków zajęć. Nie ma czasu na nudę, nie ma czasu na tęsknotę (ba, czasem nie ma nawet czasu na popołudniowy telefon do mamy, bo oprócz zajęć planowych dzieci co i rusz wymyślają wspólne aktywności – zobaczcie zresztą sami – klik!)

Może zacząć od półkolonii

Często rodzice obawiają się, że ich dziecko na kolonii sobie nie poradzi. Rozwiązaniem pośrednim, dającym dziecku szansę sprawdzić się w nowej sytuacji społecznej, a rodzicom przyzwyczaić się do myśli, że jest już ono wystarczająco samodzielne, są półkolonie. Takie organizowane w miejscu pracy to przy okazji ogromne ułatwienie dla rodzica-pracownika (klik i klik). To rozwiązanie godne rozważenia, szczególnie dla tych, którzy mają obawy co do kolonii. Warto wybrać półkolonie, których program będzie ciekawy i atrakcyjny dla dziecka, nie tylko siedzenie w szkole czy świetlicy i jednorazowe wyjścia, bo po takim turnusie dziecko może się tylko zniechęcić do kolonii.

Najważniejsze jest nastawienie

Tak jak wspomniana mama z facebook’a od początku założyła, że dla jej dzieci kolonie to nie będzie atrakcyjna propozycja, tak jeżeli my-rodzice z góry przyjmiemy pozytywne nastawienie do wyjazdu wakacyjnego czy półkolonii – dzieci przyjmą za pewnik, że musi być fajnie. Skoro tata tak mówi! Dla dziecka ważny jest komunikat od rodziców „dasz radę!”, „będzie super!!’, ważne żeby nie widziało obawy ze strony opiekunów, bo skoro dorosły się boi, to jak ja, mały człowiek, mam się nie bać. Kolonie to naprawdę wspaniała przygoda, wyzwanie tak dla nas, jak i dla naszych dzieci. Ale musimy im dać je podjąć. Przypomina mi się obrazek, który idealnie wpasowuje się na koniec tego wpisu. Pozwólcie dzieciom być samodzielnymi!

Obrazek – Katarzyna Niewiadomska – http://www.niewiadomska.com/rysuje/

 

ENDO dobrze nas ubrało

W tym roku, po sukcesie programu „podróże z Zającem Bonifacym”, którego główną gwiazdą był uszyty przez Endo zajączek Bonifacy, podjęliśmy ponownie współpracę z firmą Endo.

Firma Endo to producent unikalnych ubranek dziecięcych, a także jeden z czołowych graczy na polskim rynku e-commerce. Firma Endo bierze udział w tegorocznych spotkaniach wakacyjnych, których formuła zabawy, nauki oraz wspierania kreatywności dzieci, idealnie wpisuje się w charakter tej marki.

Wszyscy opiekunowie na koloniach i półkoloniach dostali od Endo wakacyjne, pasujące do Wyspy Dzieci koszulki – dzięki zabawnemu kolorowemu napisowi „POWIEM WAM SKRYCIE CHCĘ BYĆ DZIECKIEM CAŁE ŻYCIE” wychowawczynie wyróżniały się już pierwszego dnia.

Wszystkie dzieciaki, które wezmą udział w naszych tegorocznych wakacjach otrzymają również bon – specjalnie na tę okazję przygotowany bon zniżkowy, dzięki któremu mogą w sklepie internetowym kupić piękne ubranka i zabawki tej marki.


Więcej o Endo przeczytacie tutaj www.endo.pl

Dziękujemy i zachęcamy do wybierania polskich produktów.

Partnerstwo i współpraca – to się opłaca!

O tym, że współpraca i partnerstwo przynoszą nam liczne benefity nie musimy chyba nikogo przekonywać. Większość firm chwali się głośno swoimi partnerami biznesowymi, większość miast posiada swoje miasta partnerskie, każde wydarzenie musi mieć swoich medialnych partnerów.

I my nie jesteśmy gorsi ;). Co roku poszukujemy nowych partnerów i firm do współpracy podczas kolonii i półkolonii. W tym roku udało się nam nawiązać współpracę z naprawdę dużą grupą wspaniałych firm, a na tej współpracy skorzysta w ciągu lata 2017 kilkaset dzieciaków – uczestników kolonii i półkolonii. W krótkiej serii wpisów chciałybyśmy przedstawić parterów Wyspy Dzieci 2017.

Zaczniemy od wydawnictw. Na naszych koloniach i półkoloniach propagujemy zabawę i czas spędzany bez elektroniki, na zabawie z innymi dziećmi, aktywnościach kreatywnych i ruchowych. O ile w przypadku półkolonii jest to trochę łatwiejsze, tak na koloniach dzieciom jest często trudno, szczególnie na początku, zająć sobie czas inaczej niż grą na telefonie. Wychodzimy więc im naprzeciw z różnymi propozycjami.

Pierwszym partnerem, który towarzyszy Wyspie Dzieci już kolejny rok jest Wydawnictwo Zakamarki. Dzięki temu wydawnictwu dzieciaki uczestniczące w koloniach mają do dyspozycji świetnie wyposażoną biblioteczkę – a w niej uwielbiane przez dzieciaki książki z serii o przygodach Lassego i Mai. O ich kryminalnych przygodach od lat czytamy z wypiekami na twarzy, przeglądając mapę Valleby i wspólnie śledząc ich poczynania.

Tegoroczna biblioteczka poszerzyła się również dzięki współpracy z wydawnictwem Hokus-Pokus, które zapewniło nam książki dla dzieci z serii „Czego nie widać”, a także książeczek o przygodach Pelerynka. To samo wydawnictwo przekazało nam egzemplarze kwartalnika „Ryms” – pisma o książkach dla dzieci i młodzieży, które dzieciaki, szczególnie małe mole książkowe, przeglądały z ogromnym zaciekawieniem. Nie ma na rynku wielu tak specjalistycznych pozycji skierowanych specjalnie do dzieci, także super było mieć możliwość poznania tego magazynu.

Dlaczego o tym wszystkim piszemy? Bo kochamy naszych partnerów! Uważamy, że to wspaniałe, że na rynku pojawia się coraz więcej firm i miejsc tworzonych z myślą o dzieciach. Cenimy pomysły z wyobraźnią, propozycje mające na celu rozwój dzieci i dające pole do popisu, więcej niż tylko czas z tabletem/telefonem. Wszyscy nasi partnerzy wyróżniają się na rynku i dlatego gorąco ich wszystkich polecamy. W następnym wpisie przeczytacie o naszym głównym tegorocznym partnerze, firmie Endo – ubranka z charakterem. Zachęcamy!

 

 

Gotowi na kolonie?

Zapewne wielu rodziców zmaga się z problemem kiedy najlepiej wysłać dziecko na kolonię. Często zadajemy sobie pytanie czy nasze dziecko jest już na to gotowe? Czy poradzi sobie bez naszej opieki? Czy na kolonii będzie miało zapewnione bezpieczeństwo i przyjazną atmosferę?

Takich pytań mogłabym wypisywać jeszcze wiele. Często to lęki rodziców powodują u pociechy strach przed pierwszym wyjazdem. Dlatego należy zacząć przede wszystkim prace nad sobą. Nasze dobre nastawienie do wyjazdu na pewno korzystnie wpłynie na stosunek dziecka do takiej formy wypoczynku. Drugą istotną rzeczą jest to jak bardzo nasz zuch jest samodzielny. Nie ma innej recepty niż pomoc w usamodzielnianiu jeszcze przed takim wyjazdem. Umiejętność składania ubrań, wiązania butów czy sprzątania pokoju na pewno przyda się w życiu młodego kolonisty.

Kiedy już podjęliśmy decyzję, że to już ten moment, aby nasza pociecha pojechała na wyjazd z grupa rówieśniczą, należy przede wszystkim poszukać odpowiedniego miejsca. Na rynku bowiem jest mnóstwo kuszących propozycji obozów – ale czy na pewno dobra reklama wiąże się z udanym wypoczynkiem? Każdy wyjazd powinien być dostosowany do zainteresowań dziecka. Dobrze by było, żeby dziecko w wieku 6-7 lat pojechało na kolonie z mniejszą ilością uczestników. Jest wtedy większe prawdopodobieństwo, że dziecko będzie traktowane bardziej indywidualnie, a opiekunowie będą mieć możliwość poświecenia mu dużo więcej uwagi niż na dużej kolonii, gdzie ogromna liczba uczestników uniemożliwia zapoznanie się z nimi każdemu wychowawcy i nawiązanie jakiejkolwiek bliższej więzi.

Swój program kolonijny przygotowała już Wyspa Dzieci. W tym roku zapraszamy młodych odkrywców na trzy turnusy. Pierwszy powiązany jest z tematyką Małego Księcia- tu dzieci będą podróżować po planetach miedzy innymi odwiedzą latarnika, architekta czy wyruszą na planetę przyjaźni. Kolejna propozycja to Kreatywni Aktywni – obóz z językiem angielskim, na którym oprócz języka dzieci będą doskonalić umiejętności sportowe, artystyczne oraz odkrywcze. Ostatni turnus kolonijny to Wyspa Odkrywców w tym roku w języku polskim. Każdego dnia dzieci będą odkrywać i zapoznawać się z inną kulturą, narodowością. Poznają charakterystyczne dla danego kraju zwroty, kuchnię i tradycje. Wszystkie propozycje są autorskim programem Wyspy Dzieci zakładające wspólną zabawę połączoną z edukacją.

Organizując wyjazd dziecka na kolonię trzeba przede wszystkim pamiętać właśnie o nim. Rozmawiać z nim i wspólnie załatwiać większość rzeczy związanych z kolonią – zaczynając od znalezienia odpowiedniego wyjazdu, po wybranie terminu czy wspólne spakowanie. Nie bójmy się wyjazdów dzieci – zwykle czują się i bawią dużo lepiej niż może nam się na początku wydawać J. Najczęściej to rodzice gorzej znoszą „przecięcie pępowiny”, a dzieci – dzieci cieszą się dobrą zabawą i poznawaniem nowych przyjaciół. Często (jakby dramatycznie to nie brzmiało) niewiele w tym czasie myśląc o mamie. Warto się odważyć!

Tolerancja w firmach…

…czyli jak wyciągnąć pomocną dłoń do naszych pracowników będących jednocześnie rodzicami niepełnosprawnych dzieci.

Ostatnio przez media społecznościowe przetoczyła się dyskusja na temat otwartości na dzieci niepełnosprawne przez Polski oddział IKEA.  Mama chłopca z zespołem Downa doświadczyła dość przykrej sytuacji w sklepie IKEA – odmowy przyjęcia chłopca do Zaczarowanego Lasu (kącika zabaw dla dzieci, gdzie można zostawić dziecko pod opieką opiekunów). Od tego czasu pojawiały się relacje tej mamy na temat rozmów z działem komunikacji IKEA odnośnie zmiany procedur. Okazało się, że tylko IKEA w Polsce ma takie uregulowania, odziały w innych krajach są bardziej otwarte na niepełnosprawne dzieci.

W kontekście powyższej sytuacji chcielibyśmy przytoczyć nasze doświadczenia z dziećmi niepełnosprawnymi. Już od trzech lat zachęcamy naszych korporacyjnych klientów, którzy regularnie wykupują u nas turnusy półkolonii Wyspa Dzieci w czasie wakacji i ferii, do zaproszenia na półkolonie również dzieci niepełnosprawne.

Spotykamy się z bardzo pozytywną reakcją – w zasadzie żaden z naszych klientów nie odmawia. My pokazujemy jak to zrobić – jak komunikować, być delikatnym i taktownym. Zawsze w prezentacji zapraszającej do zapisów na półkolonie, rozsyłanej do wszystkich pracowników klienta, znajduje się oddzielny slajd o dzieciach niepełnosprawnych lub ze znaczącymi deficytami. Znajdują się tam informacje jak wygląda uczestnictwo takiego dziecka, jak możemy dopasować program i dobrać opiekunów, aby wszystko zostało sprawnie zorganizowane. W ten sposób pracodawca wyciąga pomocną dłoń do rodziców, zachęca do skorzystania z półkolonii. Rodzice dzieci niepełnosprawnych często nie obnoszą się z swoją sytuacją rodzinną i potrzebują takiej zachęty.

To, aby zaprosić dzieci niepełnosprawne na półkolonie było pomysłem Karoliny Andrian – współwłaścicielki Femmeritum.

„Mam 6-letnie dziecko niepełnosprawne i trzy lata zajęło mi wpadnięcie na ten pomysł – sama się sobie dziwię, że trwało to tak długo. Pomysł oczywiście wynika z moich osobistych doświadczeń pracującej mamy niepełnosprawnego dziecka. Bardzo cieszę się, że nasi klienci tak chętnie zgodzili się na moją propozycję. Doświadczyłam identycznej sytuacji w IKEA jak mamy z chłopcem z zespołem Downa, tyle, że ja się wycofałam i nie przyszło mi do głowy, że można to zmienić i inaczej traktować dzieci niepełnosprawne, że nasze dzieci też mają prawo do zabawy i radości” – mówi Karolina Andrian.

 

Jak wygląda udział dziecka niepełnosprawnego w półkoloniach w praktyce?

Zawsze na początku rozmawiamy z rodzicami o potrzebach dziecka, o tym jak się zachowuje w grupie dzieci, na ile jest samodzielne, jak rodzice wyobrażają sobie udział dziecka w półkoloniach. Najczęściej do dziecka niepełnosprawnego przypisany jest dodatkowy opiekun specjalizujący się w pracy z daną niepełnosprawnością. Koszty zatrudnienia takiego opiekuna zwykle ponosi pracodawca. Zawsze jesteśmy w kontakcie z rodzicem. Jeśli rodzic sobie tego życzy dziecko może uczestniczyć w półkoloniach z rodzicem (np. drugim, niepracującym rodzicem), opiekunką lub ze swoim nauczycielem cieniem. Rozwiązań jest bardzo wiele, gdyż tak jak nie ma dwójki identycznych dzieci zdrowych, tak samo nie ma dwójki identycznych dzieci niepełnosprawnych.

Na naszych półkoloniach Wyspy Dzieci mieliśmy już dzieci z porażeniem mózgowym, z cukrzycą, ADHD, autyzmem, padaczką. Wielokrotnie otrzymywaliśmy podziękowania od rodziców za samą chęć przyjęcia ich dzieci. Niektóre rozmowy były dla nas bardzo wzruszające. Jesteśmy z tego bardzo dumni i cieszymy się, że możemy realizować w ten sposób nasze półkolonie. Jest to możliwe też dzięki postawie naszych klientów, którzy zawsze bez problemu ponoszą dodatkowe koszty związane ze specyficznymi potrzebami niepełnosprawnych dzieci.

Być może i IKEA zrozumie swój błąd i zmieni uregulowania związane z korzystaniem z Zaczarowanego Lasu. Wierzymy, że tak będzie.

A tymczasem – polecamy viralowy filmik. Kolejny raz o tym, że dzieci są niejednokrotnie dużo bardziej otwarte niż dorośli.

http://https://www.youtube.com/watch?v=QmnJJGQ_gDw

Jak powstała Wyspa Dzieci?

Historia powstania Wyspy Dzieci

Dawno, dawno temu na środku wielkiego oceanu znajdowała się wyspa, wokół której, z błękitnej wody, wyłaniały się inne, mniejsze wyspy. Na dużej wyspie mieszkali ludzie, Ci mali i Ci więksi, razem pokonując drobne przeszkody i chwytając radość życia. Ich codzienność była bardzo podobna do naszej, dzieci uczyły się i bawiły, podczas gdy ich rodzice pracowali. Dzień za dniem mijał, niewiele różniąc się od poprzedniego. Jednak pewnego razu wyspę odwiedził tajemniczy 11659515_903375733042210_3929059103249161566_nwędrowiec. Miał on ze sobą wielki worek, w którym, jak twierdził, przechowywał coś bardzo cennego.

Przybysz zachęcał mieszkańców wyspy, by nabyli sekretny przedmiot, który miał odmienić ich jednostajne życie, jednak żądał niezwykłej zapłaty – mieli oni dać mu w zamian najwspanialszy owoc, jaki rośnie na ich wyspie. W czasie, gdy dorośli zaczęli gorączkowo poszukiwać owocu, wszystkie dzieci, zupełnie niezainteresowane workiem nieznajomego, przeniosły się na jedną z okolicznych mniejszych wysp, gdzie mogły bawić się do woli.

I tak właśnie powstała Wyspa Dzieci – miejsce, w którym najmłodsi mogą z radością witać każdy dzień, wspólnie się rozwijać, podziwiać naturę.

Ale, wracając do dużej wyspy i tajemniczego wędrowca, który miał odmienić los jej mieszkańców – pewnie zastanawiacie się, czy komuś udało się zdobyć zawartość worka? Jeden z dorosłych znalazł w końcu najdorodniejszy owoc i przyniósł go nieznajomemu. W zamian za to mężczyzna przekazał mu zawartość worka – zwycięski rodzic otrzymał magiczny zegar.

Przybysz wyjaśnił wszystkim, że zegar ma niezwykłą moc – nie odlicza czasu, który jest spędzany z bliskimi. Dorosły, który otrzymał cenny dar, postanowił podzielić się nim z pozostałymi mieszkańcami. Tak powstała Wyspa Rodzica, czyli miejsce, w którym czas nie ucieka, gdy jesteśmy razem z bliską rodziną.

A co w tym czasie działo się na pobliskiej Wyspie Dzieci? Któregoś dnia, podczas zabawy, rezolutna Martynka pomyślała, że chciałaby zobaczyć i dowiedzieć się więcej. Domyślała się już, że gdzieś niedaleko istnieje nieznany dla niej i innych dzieci świat. Zapragnęła wyruszyć w podróż, by zaspokoić swoją ciekawość i przeżyć nowe przygody. Znalazła niewielką łódkę, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy – zabrała kompas, jedzenie oraz wodę – pomachała innym dzieciom i odważnie wyruszyła w podróż.

Wyspa Odkrywców

Płynęła i płynęł30062014472a, aż wreszcie zauważyła na horyzoncie wyspę z wielką flagą z napisem „Wyspa Odkrywców”. Zacumowała i wyruszyła w drogę po nieznanym lądzie. Po chwili marszu spotkała Zosię i Stasia. Od razu się polubili, ponieważ wszyscy troje kochali przygody. Nowi przyjaciele powiedzieli Martynie, że na ich wyspie za każdą górą czekają nowe odkrycia!

Skąd o tym wiedzieli? Kiedyś, przemierzając gęste zarośla, Zosia i Staś zobaczyli unoszący się dym.

– Zaciekawieni ruszyliśmy w stronę jego źródła – mówił Staś. –  Podchodząc coraz bliżej, usłyszeliśmy niezwykłe dźwięki i głosy, a zza krzaków ujrzeliśmy, jak ludzie w kolorowych strojach tańczą w rytm muzyki. Dołączyliśmy do nich na parę dni. Innym razem napotkaliśmy przyjaźnie nastawionych rycerzy, którzy nauczyli nas jeździć konno… a inne rzeczy, które odkryliśmy i zobaczyliśmy, to już opowieść na inny dzień, bo wiesz, Martynko, jesteśmy teraz umówieni z Bonifacym – to nasz przyjaciel, niezwykły zając, dzięki któremu poznajemy różne miejsca i kultury. Jeśli chcesz, możesz iść razem z nami i posłuchać jego opowieści!

Wyspa Wrażeń

I tak Martynka razem z Zosią i Stasiem poszła na spotkanie z Bonifacym. Jednak zając przywitał przybyszy w zaskakujący sposób: – Kochani, dla mnie przyszła pora, by opuścić tę Wyspę. Chcę zdobyć nowe umiejętności, nauczyć się wielu rzeczy i poznać inne miejsca. Czy ktoś z Was chciałby udać się ze mną?

– Ja bym bardzo chciała! – odparła Martynka. I razem z zajączkiem wsiadła do łódki i ruszyła w dalszą podróż…

Po niedługim czasie dopłynęli do pięknej zielonej Wyspy.

– Widzisz, Bonifacy? To rzeczywiście zupełnie inny świat! Chodźmy zwiedzić tę wyspę! – zawołała Martynka, znana ze swej odwagi i ciekawości.

Idąc razem ścieżką pośród wysokich drzew, podziwiali otaczającą ich przyrodę. W pewnym momencie, w oddali, spostrzegli lśniącą rakietę kosmiczną! Oczarowani pobiegli przyjrzeć się obiektowi, obok którego stał pan w białym stroju, z dużym przykrywającym oczy kaskiem.

– Cześć! Kim jesteś? – zapytała bez ogródek Martynka.

– Jestem dowódcą statku kosmicznego, niedawno wylądowałem na tej wyspie, zwanej Wyspą Wrażeń. Jeśli chcecie, mogę Was zabrać w niezwykłą podróż.

– Tak! Bardzo chcemy! – krzyknęli jednym głosem Bonifacy i Martyna.

– Aby polecieć w kosmos, musicie ubrać się w takie same stroje, co ja – powiedział dowódca, a Martynka i zając bez marudzenia założyli kombinezony. Chwilkę później wystartowali. Zachwycona dziewczynka przez okno podziwiała gwiazdy, komety i inne planety.

Gdy wylądowali, dowódca otworzył drzwi, a podekscytowani pasażerowie wyskoczyli z rakiety.

– Proszę – w ostatniej chwili złapał ich dowódca kosmicznego statku – mam dla Was specjalny zegarek, byście mogli odmierzać kosmiczny czas. O godzinie 16.00 ruszamy z powrotem. Nie spóźnijcie się! Do zobaczenia za 2 godziny.

Zegarek świecił się różnymi kolorami, a jego wskazówki poruszały się z podwójną szybkością.

– Szybko, Bonifacy! – krzyknęła Martynka – mamy mało czasu, a tyle jest do zobaczenia!

Na planecie, na której wylądowali, wszystko wyglądało dziwnie. Ziemia była pokryta samym żwirem, a dookoła nie zauważyli nawet jednej rośliny. Nie było domów ani dróg, ani zwierząt, ani ludzi. Tylko pustynia. Z początku nie zauważyli, że śledzi ich grupa zielonych stworków, które z zaciekawieniem przyglądały się obcym istotom. Nagle Martynka odwróciła się…

– AAAAAAAAA! – wrzasnęła dziewczyna.

– OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! – wrzasnęła gromadka wystraszonych, zielonych potworków, które schowały oczka na długich czułkach za siebie.

Zapadła cisza… Powoli, z nutką niepewności, stworki zaczęły wysuwać swoje czułki. Martynka również nabrała odwagi, odsłoniła oczy i ujrzała grupę ufoludków w pełnej okazałości.2015-08-05 15.59.21

– Jestem Martynka! A wy? – przedstawiła się całkiem już uspokojona dziewczyna.

Ufoludki zaczęły wydawać niezrozumiałe dźwięki, złapały Martynkę i Bonifacego za ręce i pociągnęły ich za sobą. Wszyscy razem dotarli na plac zabaw, który wyglądał nieco inaczej niż te na Ziemi. Pierwszym obiektem, który zobaczyli, była konstrukcja przypominająca trampolinę. Nim Martynka zdążyła się jej dokładniej przyjrzeć, ufoludki już skakały po niej na wysokość 30 m z ogromną szybkością! Dziewczynka  postanowiła do nich dołączyć. Wybiła się i w sekundę wylądowała w powietrzu wśród gwiazd i innych planet. Hop, siup! Ale zabawa!

Kiedy zachwycona Martyna podskakiwała na zaczarowanej trampolinie, stworki zdążyły już zejść i wskoczyć na huśtawkę, która od ziemskiej różniła się tylko jednym elementem – magicznym guzikiem. Po jego wciśnięciu huśtawka zaczynała sama się bujać i w mig przenosiła swojego pasażera do innej krainy – pełnej słońca, roślin, kolorowych zwierząt. Dziewczyna czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziała! Jednak w pewnym momencie musiała spojrzeć na zegarek.

– Bonifacy, już za 4 minuty czwarta! O 16.00 kapitan startuje! – zawołała do zajączka. Dziewczynka szybko wyściskała się ze stworkami, złapała Bonifacego za łapkę i ruszyła biegiem do statku. W ostatniej chwili zdążyli! Kapitan już przyciskał guzik zamykający wrota.

– Chyba dobrze się bawiliście, Martynko – uśmiechnął się kapitan.

– Tak, to była niesamowita przygoda i nigdy jej nie zapomnę!

Wyspa Skauta

Powrotna podróż statkiem kosmicznym przebiegła bardzo przyjemnie. Kapitan, żeby rozerwać swoich pasażerów, opowiedział im o małym chłopcu, który dawno temu, podobnie jak Martynka, bardzo chciał poznawać świat, i zupełnie jak Bonifacy, marzył o zdobywaniu nowych umiejętności, no i w końcu też został odkrywcą. A jak to dokładnie było? Posłuchajcie historii kapitana:

– Moi drodzy, kiedy Wam nie śniło się jeszcze o podróżowaniu, na Wyspie Dzieci mieszkał mały Krzyś, który wraz ze swoimi najlepszymi DSC00320przyjaciółmi miał dość wiązania im butów przez babcie, dość oglądania szałasów w Internecie i zastanawiania się, czy naprawdę kamieniem da się rozpalić ognisko i czy taka kiełbaska z patyka smakuje tak samo, jak ta z patelni.

Koleżanki i koledzy Krzysia też mieli dość, bo chcieli wreszcie być samodzielni –  wiązać sobie sznurowadła, zbierać patyki w lesie (po to, by zbudować z nich prawdziwy szałas!), a na polanie własnoręcznie ułożyć ognisko. Wreszcie, marzyły im się pieczone kiełbaski, trochę umazane węglem i przypalone, ale przyrządzone przez nich samych!

Na szczęście na wyspie wśród dorosłych byli tacy, którzy świetnie to marzenie rozumieli. I oni właśnie postanowili stworzyć Wyspę Skauta – miejsce, gdzie dzieci mogły zacząć spełniać swoje marzenia o samodzielności, a ich rodzice nie musieli się martwić, że coś im się stanie.

Dzieci na Wyspie Skauta mogły budować, lepić, malować, brudzić się do woli. Musiały też jednak nauczyć się porządku, robienia kanapek, współpracy w grupie. Same się myły, poznawały kierunki świata, rozwijały umiejętności. Po tygodniu na Wyspie czuły się o wiele mądrzejsze i dojrzalsze, a przede wszystkim – nareszcie samodzielne.

Tak brzmiała opowieść kapitana. Czy była prawdziwa? Może nie do końca tak to było, ale przecież mogłoby tak być 🙂

Wyspa Rodzica i Wyspa Dzieci najpierw dołączyły do swojego archipelagu Wyspę Skautów, a następnie kolejne fascynujące miejsca – Wyspę Wrażeń i Wyspę Odkrywców – tak, aby każde dziecko znalazło coś dla siebie. I wszystkie żyły długo i bardzo szczęśliwie 🙂